RECENZJE

Books
Thought For Food

2002, Tomlab 8.5

Nie tak dawno temu zachwycaliśmy się nowatorstwem The Trial Of St-Orange Shalabi Effect, teraz rok 2002 rzuca nam kolejne wyzwanie. Oczywiście chciałbym na wstępie powiedzieć, że debiutu amerykańskiego duetu nie potrafię porównać z niczym, co do tej pory słyszałem. To w końcu jeden z podstawowych warunków okrzyknięcia albumu jednym z kilkunastu najbardziej oryginalnych dzieł ostatnich lat. Chciałbym, ale następnego dnia mógłby odezwać się Krzysiek polecający twórczość formacji Abebe Pepe z południowego Zairu, kreującej podobne rzeczy już dwadzieścia lat temu. Jednak Thought For Food ma jedną cechę wspólną z Trial Of St-Orange, której wymienione płyty nie dzielą na przykład z tegorocznym self-titled Fog, czy ewentualnymi zairskimi wynalazkami – obie są na tyle dobre, że w żadnym wypadku nie można ich już określić jako eksperyment.

Trudno powiedzieć, w którym kierunku muzycznej mapy podążają Books. Zwykle zespół posługujący się w tak szerokim zakresie samplami ludzkiego głosu i różnych dialogów napotyka na pewne trudności, kiedy próbuje z takiej gliny sklecić kompozycje o równych i proporcjonalnych kształtach. Zamiast garnka wychodzi coś na kształt awangardowej rzeźby – owszem, wygląda ciekawie, ale jeść się z tego nie da. W przypadku Thought For Food jest inaczej – powstała forma odznacza się nie tylko strukturalnie postrzeganą niezwykłością, ale także wyjątkową urodą, jakimś kunsztem estetycznym, przez co staje w jednym rzędzie z najlepszymi płytami tego roku, choć w przeciwieństwie do większości z nich nie da się jej rozpatrywać w kategorii osobnych piosenek, motywów, czy melodii (których jest tu zresztą mało), a należy zdecydowanie odbierać jako całość.

W naszym niezależnym serwisie ciesielskim musimy orientować się w różnych aspektach rzemiosła. Ciągnąc dalej glinianą parabolę – zespoły eksperymentujące dla samego eksperymentu można porównać do amatorów lepiących koślawe pojemniki w domowym zaciszu. Books to z kolei profesjonaliści posługujący się przy konstruowaniu swoich wyrobów kołem garncarskim, nadającym naczyniom nienagannie harmonijną postać. Funkcję koła pełnią tu zwykle szkielety kompozycyjne na gitarze akustycznej – tradycyjne z punktu widzenia awangardowca, awangardowe z perspektywy tradycjonalisty. Owe szkielety zmieniają zaledwie intrygujące dialogi i historyjki opowiadane samplami w aż intrygujące utwory muzyczne, wynosząc je, i jeszcze raz to podkreślam, zdecydowanie poza ramy kolejnego "interesującego eksperymentu", albo czegoś w tym guście.

Użycie gitary akustycznej w muzyce, którą na siłę można kwalifikować jako elektronikę znamy już między innymi z Endless Summer. Thought For Food nie posiada tego psychodelicznego ciepła obecnego na płycie Fennesza, jeśli Avalanches czy Endless Summer uznamy za klasyczne albumy letnie, Books pełniłby rolę albumu zasadniczego przede wszystkim w porze jesiennej. Chłód wieje chociażby z bezdusznych bitów "All Bad Ends All", przypominającego trochę połączenie najbardziej pomysłowych fragmentów Idiology Mouse On Mars z groteskowym folkiem Play Moby'ego, czy dziwacznej odhumanizowanej rozmowy w "Contempt".

O dziwo swoje miejsce odnalazły też trzy wspaniałe piosenki, ładne melodie nieoczekiwanie wkradły się do dupy utworom "All Our Base Belong To Them" (żeby było ciekawiej linia wokalna dublowana jest przez drugi niski i zniekształcony głos), "Mother-less Bastard" i "Getting The Done Job". Dwa pierwsze, jak słusznie ktoś zauważył, już gdzieś słyszeliśmy, a konkretnie to było u Floydów. Od siebie dopowiem, że słyszeliśmy w znacznie mizerniejszej wersji w postaci kawałków z okresu Atom Heart Mother i Meddle.

Ale piosenkowe momenty składają się na naprawdę niewielką część Thought For Food, co więcej jeszcze bardziej przyczyniając się do fascynującej tajemniczości dzieła. Cała reszta raczej nie podpada pod kategorie easy-listening, ale przecież nie można cale życie słuchać popu. Parafrazując Borixona – wyłącz stres, załóż dre... znaczy słuchawki, daj się przenieść w nieznany, mroczny labirynt wzniesiony przez dwóch amerykańskich geniuszy po prostu.

Michał Zagroba    
6 listopada 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie