RECENZJE

Booka Shade
Movements

2006, Get Physical 6.5

Wobec wszechobecnego wiosennego hype'u nieprzekonująco to zabrzmi, ale łatwo jest tej płyty nie docenić. Prawie tak łatwo, jak można ją przecenić przeglądając sporą część recenzji. Sprawa jest prosta i była już zauważana – heh, trzeba mianowicie słuchać tego głośno, bo jeśli chodzi o ten album jako całość, to diabeł tkwi tu właśnie w jakości odtworzenia oraz w szczegółach, zdaje się, a nie w kompozycjach, chociaż i co do tego zdania są podzielone. Nie mamy tu przeważnie do czynienia z nieuchwytnym, a jednocześnie uderzającym od pierwszego posłuchania urokiem właśnie tej, a nie innej melodii. Potrzeba tutaj dobrych słuchawek, wyrozumiałych sąsiadów albo bycia akurat w klubie z dobrym nagłośnieniem, bo bez właściwego usłyszenia linii basu po pierwsze, a każdego przypasowanego i słyszalnego, dającego się wyłowić i zauważyć osobno dźwięku po drugie – to już nie będzie to samo. Głupio to może brzmi, a jednak to prawda.

Co do dyskusji wokół przeceniania; Booka Shade, pomijając oczywisty wpływ popularności "Mandarine Girl" i "Body Language" (znajdujących się na Movements w zmienionych wersjach) w ubiegłym roku i jeszcze bardziej oczywisty talent Waltera Merzigera i Arno Kammermeiera, po części zaskarbili sobie sympatię wszystkich (i słusznie zresztą) chyba właśnie byciem szarą eminencją. Kimś, kto od lat funkcjonuje jako producent i kto stoi za brzmieniem Get Physical, produkuje kawałki dla artystów takich jak M.A.N.D.Y., DJ T, Chelonis R Jones, a w dodatku jeszcze jako Perky Park współtworzy fajną muzykę do reklam BMW i Levis, ale nie każdy o tym wie. Z drugiej jednak strony pojawiają się głosy, że może jednak tym, co najlepiej wychodzi Booka Shade, jest właśnie bycie producentami, a nie twórcami. Że Movements to rzecz ładna i gładka, ale nie porywająca, że nie ma się do czego przyczepić w sensie negatywnym, bo wszystko jest w dobrym guście i profesjonalnie na swoim miejscu, ale też i w sensie pozytywnym brakuje punktu zaczepienia. Że już nie wspomnę o tym, co sprawiła wszechobecność kilku kawałków i powszechne zachwyty krytyki nad Movements – słuchanie Booka Shade przestało być snobizmem, a zaczyna być nim raczej ich zjebywanie i zarzucanie im bycia stylowymi, ale jednak nudziarzami.

Ponieważ druga strona została już wysłuchana, pozwolę sobie się z nią nie zgodzić. Movements to jednak świetna płyta, szóstkowa w skali Porcys i wydaje mi się lepsza od debiutanckiego Memento. O jej przereklamowaniu można chyba mówić w odniesieniu do powszechnie zbyt imho wysokich ocen, a nie samej jej popularności, bo ta jest jak najbardziej zasłużona. Nie jest to płyta roku, nie jest to płyta genialna, ale jest to dokładnie to, co na pewno chcielibyście usłyszeć jakoś tak pod koniec imprezy, choć nie na samym końcu, mniej więcej w tym momencie co Present Lover Luomo (to porównanie nie oznacza oczywiście, że nie oceniam Luomo wyżej, bo zdecydowanie oceniam, chodzi mi tylko o charakter płyty pod względem "funkcjonalności imprezowej"). Nawiasem mówiąc na początek imprezy pasuje za to kompilacja wydana przez ten sam label, czyli Get Physical Vol. II.

Nie ma na Movements kawałków słabych, są tylko dobre piątkowo-szóstkowe i wyróżniające się. "Night Falls", "Darko", "Pong Pang", a zwłaszcza singlowe "In White Rooms" to dla mnie rzeczy spokojnie siódemkowe. Ich siódemkowość jest jak mi się zdaje subtelna, nie pokazująca się spektakularnie ani od razu, stąd może bierze się rozczarowanie niektórych słuchaczy i wrażenie jeszcze większego przehajpowania niż to, które faktycznie było?

Zosia Dąbrowska    
3 sierpnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie