RECENZJE

Bonnie "Prince" Billy & Matt Sweeney
Superwolf

2005, Drag City 5.9

Z jednej strony chciałbym pochwalić Bonniego, który coś tu próbuje uskuteczniać konsekwentnie od I See A Darkness folk youngowski i alt-country, w tym wypadku wysokiego sortu; z drugiej jestem już zmęczony pisaniem tych samych słów, bo tu nie ma się nad czym rozwodzić. Jeśli posiadacie On The Beach wypada wstępną refleksję przeprowadzić (chyba drugi raz to powtarzam przy okazji różnych wydawnictw, ale będę o tym mówił głośno), czy Superwolf jest w stanie nadać waszemu życiu nowych kształtów. Jeśli wracacie sobie czasami do wczesnych Lambchopów należy poważnie zastanowić się, że to płytki sprzed dziesięciu lat, a i tak przejesz "przyszły już na gotowe". Jeśli doznajecie przy Palace Music to eejj, no naprawdę nie jest ten krążek do szczęścia potrzebny. Chyba że ktoś odczuwa pragnienie pozostawania w stałym kontakcie z letargicznym, smutnym graniem zakorzenionym głęboko w tradycyjnym północno amerykańskim folku (w warstwie tekstowej również, sex & death) i szuka na tym polu nowych wrażeń. Ja natomiast powrócę sobie na emeryturze.

9 listopada, 2048

Ja (22:16)
Kuba ja rozumiem, że nie ma poprawiania starych recek, ale zdecydowaliśmy z Borysem, że to już ostatnie korekty ocen, usuwamy kompromitacje jakieś, wiesz, denominacja ostatnia. Po prostu nie może być tylko 7 punktów różnicy między Kid A, a Thunderbirds Are Now. Przy okazji zmienię recenzję Superwolfa, bo wzrusza mnie ta płyta ostatnio strasznie. Kruche, powtarzane melodie Oldhama oraz delikatny finger-picking i kilka przewijających się przez cały album nostalgicznych country'owych hooków Sweeneya pasują bardzo do spokojnego tempa życia jakie obecnie prowadzę.
Szatow (22:20)
ta
Szatow (22:21)
ee babcia greka wyjechała, może jakiś melanż

Michał Zagroba    
8 listopada 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja