RECENZJE
Bok Bok

Bok Bok
Your Charizmatic Self (EP)

2014, Night Slugs 7.6

Pytania na egzamin: Co jeśli wielkim tematem muzyki jest cisza? Jak argumentować wobec dylematu: lepiej zawirować na parkiecie do stu piosenek czy przeczytać partyturę na 10.0 bez słuchania? Dlaczego horyzont melodii jako lektury powraca i czy wobec tego należy wstydzić się głośnego melanżu?

Szczęśliwie, Alex Sushon nie jest aż takim mądralą, by drążyć podobne kwestie w nieskończoność – choć aż trzy lata zajęło mu wypuszczenie w świat drugiej EP-ki pod szyldem Bok Bok, i choć Your Charizmatic Self (EP) zdradza zamiłowanie Brytyjczyka do dywagacji nad praktykami słuchania, to nie one były główną przyczyną wydawniczego przestoju, lecz setki imprez i dziesiątki kolaboracji, do których przyłożył rękę, budując światek skupiony wokół swej wytwórni Night Slugs. Niewątpliwie należy mówić o powodzeniu: do ekipy należą obecnie najbardziej interesujące tuzy młodego UK bassu, jak Girl Unit, Mosca czy Jam City, których świetnie przyjęte Classical Curves dało próbkę emblematycznego dla środowiska sounddesignerskiego blasku. Całości dopełnia zaś siostrzany label Fade to Mind z siedzibą na Brooklynie i Kelelą jako największą bodaj gwiazdą ekipy.

Obstawiam skądinąd, że to, co zaszło na ubiegłorocznym albumie koleżanki Mizanekristos, doczeka się jeszcze wielu powrotów, naśladownictw i reinterpretacji, zawarto tam bowiem – i jest to w dużej mierze zasługa Sushona i zaprzyjaźnionych z nim producentów – najoryginalniejszą wizję r'n'b ostatnich lat. Na Your Charizmatic Self (EP) wizję tę kontynuuje wyborne "Melba's Call". Retro-funkowy groove szatkuje się tu w sposób przywodzący na myśl poczynania Janet Jackson circa Rhythm Nation 1814 – bezwzględnie, ogłuszająco, jednocześnie w sposób chirurgicznie precyzyjny i ostatecznie w stu procentach przebojowy. Idealnie wymierzone pauzy przerzucają w głośnik kolejne szufle bezceremonialnego electro, wzbita chmura micro-boogie dmie pod boko-czkanie vocal-sampli i sztabki Cherelle – klasyczny "przes-teRr-nożŻemm.", nieprawdaż?

Tym bardziej zaskakujące jest zapoznanie się z instrumentalną wersją "Melby". No nie brzmi to jak coś, pod co można zaśpiewać, a już na pewno nie jak coś, z czego można zrobić pop. Trzon tego utworu jest wprawdzie funkowy, stąd jego ostateczna przebojowość; podskórny vibe zamaskowany został jednak przez szereg zabiegów dekonstruujących, które stanowią o oryginalności wizji Sushona.

Szereg ten powinno dać się z łatwością przedstawić na wykresie – oto Bokowe marzenie. Z pewnością dużo można by mówić o doskonaleniu zdolności producenckich, poszerzaniu spektrum gatunkowego – z jednej strony – o pojawiające się co chwila bassowe mikro-nurty czy, z drugiej, o oldmasterski warsztat Jimmy'ego Jama i Terry'ego Lewisa. To jednak mniej frapująca połowa sukcesu. Jego sedno tkwi w czym innym – nie tyle we wzbogacaniu, co w zadręczaniu soundscape'u, w stałym nakłuwaniu i szarganiu ledwie co wyszlifowanych tekstur momentami makabrycznej ciszy i wtłaczaniu ich w, wydawałoby się, skrajnie nieadekwatne schematy, rozumiane jak najbardziej matematycznie czy architektonicznie, w imię czysto arbitralnie przyjętej metody linearnego zapisu kolejnych sampli.

Tą metodą zbliża się Sushon w niewielkim stopniu do mainstreamu, w dużo większym zaś do "klasyki awangardy". Przy wiadomej umowności tej dychotomii oraz przy zachowaniu wszelkich proporcji, postawa Boka wobec hiperpopularności wszelkich odmian bassu czy rnb odtwarza wzorzec radykała-reformatora, zdobywającego wiedzę po to, by ją negować, poszukującego odnowy w ascezie, narzucającego sobie rygory formalne po to, by – tkwiąc w ich ramach – wyjść poza manierystyczne status quo "głównego nurtu". Zatem: żadnych harmonii (deklaratywnie? nieważne), żadnej ckliwości, grime'owe cięcie, przejrzystość linii, sylaba po sylabie – muzyka, którą da się w kilku blokach rozpisać, przeczytać, i – doprawdy – zatańczyć o jej architekturze. Jak w przypadku najlepszego instrumentalu w zestawie, "Da Foxtrot", odznaczającego się dziwaczną, bo regulaminowo zabronioną, melodyką; to jak ślęczeć nadal nad projektem osiedla Earth, Wind & Fire. I cisza między blokami jako jego wielki temat – piękna utopia, drodzy Night Slugs, metafizyka łupanki dawno nie była tak blisko.

Karolina Miszczak    
21 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja