RECENZJE

Body Language
Speaks (EP)

2009, Moodgadget 7.6

BD: Poczynając od nazwy przywołującej tę "micro-house'ową" płytę wiadomej Australijki (wcale nieodległe skojarzenie!), przez tytuł EP-ki i okładkę, po estetykę electro-digi-ambient-hop-popu, ta grupa zalicza same trafienia. "New Day" wykorzystuje efekt "porysowanego dysku" na wokalu z "Very Very Hungry" Byrne'a/Eno. "Work This City" kłania się Zoot Woman ("I got a feeling / It's automatic", chciałoby się zanucić). Jedyny nie-ładny joint w zestawie "Huffy Ten Speed" nawiązuje do samplowanego post-popu Passion Pit. "At A Glance" = najlepszy kawałek, którego zabrakło na Begone Dull Care i zarazem wykapany odrzut z Causers of This. Wreszcie finał: błyskotliwy cover kuriozalnie obleśnego numeru Detroit Grand Pubahs, "Sandwiches", z boskim meloszeptem wokalistki, która brzmi jak zmęczona, senna i kompletnie skuta wersja Nadsroic. Chciałbym rzec, że całość antycypuje charts-r&b z 2040 roku, ale na parę dni przed startem nowej dekady i premierą Causers nie ma się już co krygować: przyszłość nareszcie jest teraz.

RG: Chyba wszyscy musieli być grzeczni i w tym roku intensywnie dbać o uszy, bo pan Porcys rekomenduje dzień po dniu takie rzeczy, że ja odlatuję w zachwycie. Tym razem ze swojego worka po nieprawdopodobnie długiej jak na dzisiejsze dziwne czasy płycie Sa-Ry wyciąga krótką EP-kę, ale z takim ciężarem zajebistości, że hej. Speaks brzmi jakby muzyka związana z odpoczynkiem i relaksem nigdy nie budziła skojarzeń z taśmową produkcją kolejnych smooth jazzowych składanek. Każda z tych piosenek wymiata z powodu chilloutowego podejścia: "Work This City" ze swoim szeptanym śpiewem, "At A Glance" z dohumanizowaniem estetyki Junior Boys, "Sandwiches" z klasycznym przerabianiem zera muzycznego w ósemkę. No, każda! Z mojej strony pada hasło "listy roku", a wy czekajcie na to, co jeszcze pan Porcys wyciągnie z worka.

ŁK: Świetne nagranie pojawiające się znikąd – to dla takich rzeczy warto trzymać ten serwis przy życiu. Speaks zaczaiło się na nas w cieniu i zaatakowało nasze mózgi. Ale serio, CZEMU ONI NIE SĄ SŁAWNI?! Nie ma niczego, co robią xx czego Body Language nie robią lepiej. Rozumiem, że Junior Boys to popularni obecnie wykonawcy – ta EP-ka zostawia Begone Dull Care w dalekim tyle. Passion Pit zostali indie gwiazdami w tym roku, BL, którzy ich supportowali, przejawiają więcej artyzmu i kreatywności w intro openera tej EP-ki niż ci pierwsi na całym tegorocznym solidnym razowcu. Czy wspominałem, że ludzie umieszczają na listach za 2009 ansamble pokroju Antlers i Wild Beasts, które, mam nadzieję zostaną pogrzebane w gruzach tego przeklętego roku.

W każdym razie Speaks to niemal fantastyczny mini-album. "New Day" otwiera go popisując się swoim szalonym programmingiem z perkusyjnie wykorzystanym wokalnym loopem, który sam w sobie jest wystarczającym powodem zainteresowania się epką. Sama piosenka okazuje się melancholijnym skacowanym numerem – pomyślcie o Junior Boys z Last Exit w bardziej żwawej wersji. JB przychodzą też na myśl przy powoli snujących się miejskich balladach "Work This City" i "At A Glance". "Huffy Ten Speed" z kolei, to najweselszy z pięciu numer, który entuzjastycznie brnie do przodu jak trochę zwolnione The Go! Team. Najlepsze zachowali na koniec – przeróbka "Sandwiches" Detroit Grand Pubas jest absolutnie wspaniała. Powolne zwrotki z sączącym się, leniwie seksownym głosem wokalistki ustępują pod naporem boskiego refrenu, który w końcu degeneruje się w fabryczny hałas. Dzieciaki, szalejcie za tym, albo złamie mi się serce!

Franciszek Kopytko: Kiedy jeszcze-bezgrzeszny "New Day" ciągnie się sobie niczym jakieś Bran Van 3000 zamrożone i potem rozmrożone dwa pokolenia później, zastanawiam się czy owo naiwnie minimalistyczne stukanie z początku tracka oznacza coś w skali całego albumiku. Czy dostrzegłem w końcu jakąś prawidłowość? Cóż – nie od parady nazywam się Kopytko! Może nie prawidłowość, ale z pewnością tłusty trend. Speaks, jako bardzo współczesny municypalny klawi-pop, najwyraźniej upodobał sobie taką baumanowską intymność, że w rezultacie wychodząc od prościutkiej pulsacji kończą na mikroskopijnych hymnach dzieciaków korzystających z internetu przez co najmniej godzinę dziennie. Pomny wyżej umieszczonych akapitów autorstwa bardziej doświadczonych kolegów poważnie wzdrygam się przed przywołaniem nazwy zespołu Greenspana i kolegi, na pewno już zresztą wszyscy od dawna mają Body Language do czego odnieść, ale tam do kaduka! Junior Boys przestali smęcić, zmienili tożsamość, wiek, płeć i w końcu zaczęli wychodzić na spotkania towarzyskie o charakterze konfidencjonalnym, albo nie nazywam się Franciszek Kopytko. Tylko jakieś wszystko krótkie; jeden cover, jeden, w którym nic się nie dzieje i trzy listoworoczne poziomu Baxtera to tu nie zrobią. Idę oglądać jakąś Futuramę w telewizji.

Mateusz Jędras     Łukasz Konatowicz     Ryszard Gawroński     Borys Dejnarowicz    
25 grudnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja