RECENZJE

Body Language
Social Studies (EP)

2010, self-released 6.3

RG: Coś nie wyszło z perspektywy czasu z tymi gościami z Body Language, bo po podsumowaniu poprzedniego roku jakoś zbyt często o nich nikt nic mówił. Ostatnio jakoś coś się w środku odezwało, wróciłem do Speaks i kurcze, płytka doskonale rozpuszczało całe zabieganie i zbyt duże nakłady emocji. Słuchajcie tej EP-ki, kaman! O tym wydawnictwie powinno się mówić częściej w kontekście "wciąż doznaję, wciąż cudne", a nie "co to był za zespół?".

Tymczasem, kiedy my o nich zapominaliśmy, Body Language kombinowali intensywnie jak jeszcze bardziej się zaznaczyć, określić i wypolerować formę. W rezultacie zaraz od momentu startu Social Studies można rozkminić tę ich twarz przyjaźniejszych Junior Boys, ale dwa na cztery utwory nie dorównują do siły tych ze Speaks. No, ale pozostałe dwa za to tak i są totalnie zachwycające: "Falling Out" wkręca basem, zapętleniem i prawie wycofaną dyskoteką przez prawie sześć minut chowając i wysuwając główny wątek (ktoś w Internecie gdzieś napisał, że Last Exit spotyka Vocalcity i chyba miał na myśli najbardziej ten fragment), a "Social Studies" chwyta przesłodkim refrenem. W "You Can" słychać tylko super brzmienie niż kompozycje, a w "Tempoture" jeszcze bardziej, dlatego tym razem nie jest tak odlotowo w odbiorze. Za to na potencjalnej pełnej płycie na pewno się wszystko uda tak jak powinno.

MHJ: Przy "Falling Out" włącza mi się w świecie równoległym rozwydrzone żywcem SOS Band, takie "Take Your Time" i "Just Be Good To Meeeeeeeeeeeee"! To jest błyskawicznie rozpinana "góra" kreszowego dresu, to są frotki na przegubach! Tyle, że rosa dyskotekowego potu w obu światach smak ma zgoła inny. W "Falling Out" odpryskuje na chromowo i istnieje groza, że jest niemal aseptyczna. "You Can" nadzoruje mięsisty bit, śrubowany niby niepokojem, za to w pakiecie z przebijającym, kobiecym wokalem, słodkim jak migdały. Perfumy z wolna rozwijają się w w dopaminową nutę serca, a w niej: cedr, anyż, bażanty i perliczki! Już w "Social Studies" satysfakcja odbija się rykoszetem, w ni przypiął wunderlandzie za mnogo jest lizaków, nie wiadomo, w który strzelać. Drama zjada się sama, prześwitując w sumie średnimi ochłapami. Tła buzują naraz, bryczki dowożą pierniki, a ja nic z tego nie mam. "Tempoture" też lokuje mi się zgoła "sprawiedliwie", jawiąc się gładko Veckatimestowo, wlokąc za sobą klawiszową przygrywkę jak z "Two Weeks". Wokal zmienia zawodnika, w grę zaczynają wchodzić przeciągnięcia i niewycezylowana gramatyka na wesoło, czyli nikt nie chce tego mówić głośno, ale brak pieprzyka dyscypliny. Nie wiem, ale: trudno w przypadku Social Studies o porywającą werwę konsekwencji. Czego sobie życzę, to nagromadzenie liczniejszej dziatwy i ptactwa, żeby to do kupy i z ikrą następnym razem skrzeczało. Na tło dajcie coś i niech to wyciska cytryny.

KFB: Krótkie to wydawnictwo zatem krótka piłka z mojej strony. Cztery tracki i nie ma draki, ale nie ma też postępu na który tak mocno liczyłem. Całość brzmi (niestety) jak odpadki ze Speaks i z trudem znajduję tu powody do najlżejszej nawet zajawki. To ciągle kumaci zawodnicy, ale w kwestii samego songwritingu kręci mnie tu zdecydowanie mniej rzeczy niż sobie wyobrażałem i tego nie przykrywa nawet bezbłędna produkcja. Swoją drogą nie rozumiem czemu Body Language w ogóle bawią się w wydawanie kolejnej EP-ki, bo nie sądzę by byli na tyle naiwni, aby wierzyć, że uda im się nagrać lepszą krótką formę od Speaks. Ale ich życie, ich wybór, ja tam do końca rad nie jestem i czekam na coś większego w ich wykonaniu co sprosta moim, wygórowanym jak widać, oczekiwaniom.

FK: A ja wiem, dlaczego EP-ka. Bo to taki prezencik, bibelocik taki drobny bandcampowy. Że masz takie słodkie pudełeczko jak ze stoiska z prezentami, gdzie pani każe ci dobrać papier, a ty mówisz "chuj wie", bo nawet jeśli masz jakiś koncept, to ona bankowo ma lepszy. Bo czym byłyby dwa środkowe, sensowne kawałki bez cudniaszczo wyprodukowanego wieczka w postaci "You Can", które niewątpliwie gładziutkie, ale beztreściowe. A jeśli trzymamy metaforę dalej, to "Tempoture" jest papierem, na który sobie może i popatrzysz, ale i tak potem wyrzucisz do śmietnika. Takie drobne upominki cementują przyjaźń i zostaną wam zapamiętane, ale może w końcu byście spięli się na jakiś prawdziwy prezent?

Magda Janicka     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz     Ryszard Gawroński    
20 października 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja