RECENZJE
Body Language

Body Language
Infinite Sunshine (EP)

2014, self-released 7.2

Po pierwszym odsłuchu Infinite Sunshine byłem zachwycony. "Wreszcie nagrali coś na poziomie swojego najlepszego wydawnictwa" – myślałem. Potem jednak wróciłem do Speaks i mój entuzjazm zmalał. Na szczęście wynika to głównie z tego, że zapomniałem jak fenomenalny był krążek z 2009 roku, który jest zresztą jedyną pozycją w dyskografii Body Language przewyższającą tegoroczną EP-kę.

Żeby wyczerpać od razu temat moich zastrzeżeń, zacznę od opisu kawałka, który nie przypadł mi do gustu tak bardzo jak inne. Początek powstawania "4 Real", bo o tej piosence mowa, przypada na lato 2012. Jeden z członków zespołu odwiedzał chorego ojca, którego dom mieścił się niedaleko sklepu muzycznego. Pojechali do niego w celu zakupu kilku płyt i podczas odsłuchu jednej z nich Grant Wheeler tak bardzo zachwycił się aranżacją pewnego utworu (w szczególności partiami instrumentów dętych i smyczkowych), że postanowił wykorzystać jego część na potrzeby własnej twórczości. Niestety z powodów prawnych Wheeler nie może ujawnić skąd pochodzi sampel i pozostanie to (przynajmniej na razie) tajemnicą. Zespół uważa "4 Real" za hymn opiewający przyjaźń, która potrafi przetrwać nawet najcięższe chwile. Właśnie ta hymniczność trochę mi przeszkadza. Tworzenie jakichś uniwersalnych plażowych pieśni nie jest tą drogą, którą moim zdaniem Body Language powinni podążać. Nie zrozumcie mnie źle – jest to wszystko przyjemne, a krótki mostek zaczynający się w 2:14 należy do moich ulubionych fragmentów Infinite Sunshine, ale już refren przy którymś z kolei odsłuchu zaczyna trochę męczyć.

Teraz mogę już na szczęście przejść do zasłużonych pochwał, gdyż reszta indeksów wymiata od początku do końca. To typowo letnie kawałki z chwytliwymi parkietowymi tematami, które w miarę rozwijania się utworu wzbogacane są dodatkowymi elementami. O "Feel It" szerzej pisał Kamil Babacz, więc od razu ja przejdę do najbardziej przeze mnie lubianego "Good Things". Jak śpiewa Angelica Bess (jej głos jest zresztą tutaj wspaniale wykorzystany) "Good things come to those who wait" i faktycznie najpierw w ciągu pierwszych kilkudziesięciu sekund rodzi się house’owy motyw, który kompletny staje się wraz z nadejściem basu. Sięgnięcie poza syntezatorową mgiełkę pozwala w pełni docenić produkcję, która odpowiednio ozdabia mocny groove. Po mniej więcej 2 minutach pojawia się jeszcze dodatkowo fantastyczny hook, który przez następne kilkanaście sekund przebija się na pierwszy plan. Są to okolice połowy płyty i właśnie wtedy osiąga ona moim zdaniem apogeum. Mamy jeszcze "When You Left", gdzie imprezowość wygasa wraz z nastaniem chillwave’owego outra, które przypomina nam o niektórych fragmentach Speaks.

Na stronie zespołu przy przedstawianiu jego członków, czyli Matthew, Angeliki, Granta i Iana dodano do składu jeszcze Computer, żeby pierwsze litery imion stworzyły razem słowo MAGIC. Najlepiej pasuje ono na EP-ce do ostatniego, tytułowego kawałka gdzie rozmarzony wokal i podkład odsyłający do początków Body Language tworzą piękną nastrojową atmosferę.

Kwartet z Nowego Jorku nie zamierza odpoczywać i już na przełomie września i października ma się pojawić ich trzeci longplay. Idąc tropem poprzednich, łatwo wywnioskować, że powinny się na nim pojawić piosenki z Infinite Sunshine. W zapowiedziach jednak można wyczytać, że klimat ma być zdecydowanie mniej letni. Pozostaje w takim razie czekać i już niedługo przekonać się czy Body Language utrzymają wysoką formę.

Piotr Ejsmont    
3 września 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie