RECENZJE

Boards Of Canada
Geogaddi

2002, Warp 8.0

Jeszcze nikt nie odważył się uznać tej płyty za lepszą od wspaniałej, wybitnej Music Has The Right To Children, wydanej cztery lata temu. Nie ma się czemu dziwić. Trudno przebić coś doskonałego w swej klasie. Geogaddi jest świetnym następcą i z pewnością będzie należał do moich ulubionych wydawnictw roku 2002.

Michael Sandison i Marcus Eoin tworzą w swoim studio, gdzieś na wybrzeżach północnej Szkocji. To się czuje. Czuje się wieczorny wiatr znad morza i widzi się z klifu czerwone słońce na horyzoncie. Z dala od elektronicznych trendów i klubowych zacieków powstaje jedyna w swoim rodzaju muzyka. Przytulne, melancholijne, ezoteryczne, wietrzne i subtelne downtempo.

Utwory z Geogaddi nie są tak "proste w obsłudze", jak te z MHTRTC. Brakuje tu tak charakterystycznego dla poprzedniczki groovu, który czynił tamte kompozycje bardziej oczywistymi, konkretnymi. Tutaj wszystko jest bardziej schowane, akcja odbywa się w bardziej skupionej atmosferze. To decyduje o tym, że płyta nie od razu może przypaść do gustu.

Treść jest jakby bardziej monochromatyczna, jednobarwna, zwięzła. Trudniej niż na MHTRTC jest oderwać poszczególne ogniwa od całości. Całość spaja refleksyjny jedwab, który dla mnie jest znakiem rozpoznawczym tego brzmienia, nieco zakurzonego, przymglonego.

Na płycie znajdują się aż 23 tracki. Jednak tylko połowa z nich to pełnowartościowe kompozycje. Podobnie jak na MHTRTC, dłuższe utwory odseparowane są od siebie krótkimi impresjami. Czasem jest to zagrana na jakimś przedpotopowym sprzęcie melodyjka przypominająca śpiew ptaka, na tle radiowych szumów i dziecięcych odgłosów w oddali ("Beware The Friendly Stranger"), czasem posamplowane fragmenty filmów dokumentalnych, które stanowią poboczną działalność duetu, posklejane w muzyczno-dokumentalne, wyrwane z kontekstu obrazki ("Dandelion"). Niektóre się wyróżniają bardziej ("Energy Warning", "Opening The Mouth") (!), inne mniej ("In the Annexe", "I Saw Drones"), we wszystkich jednak czuć produkcyjną dokładność, tak jak by panowie z BoC dokładnie wiedzieli, że w tym miejscu taki to a taki temacik jest potrzebny. Całość też zalecana jest do odsłuchu w słuchawkach. Komisja Kanady się napracowała.

Większe kawałki to majstersztyki. "Music Is Math", "Julie And Candy", "The Beach At Redpoint", czy szczytowy "1969". Właściwie trudno jest wyróżniać jakieś poszczególne. Dobre, płynące utworki pojawiają się w każdej części płyty. Łączą je wspaniałe melodie, nie do podrobienia i usłyszenia gdzie indziej, dziecięce głosy i okazjonalne wokale. Onirycznie piękne i spokojne.

Im więcej jej słucham, tym mniej jej brakuje do swojej prekursorki.

Krzysztof Zakrocki    
15 kwietnia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie