RECENZJE

Blut Aus Nord
777: Sect(s) / Desanctification / Cosmosophy

2011-2012, Debemur Mort 5.9

Dobrze, że się ktoś wgłębia. Niech docieka! Nie po raz pierwszy zresztą granice obrazowego myślenia o bytach nieskończonych roztrzaskają się o intuicyjną metaforę zespolenia, rozpłynięcia czy wyizolowania. Brukując (brukając) swoją drogę ku poznaniu osiemnastoma kostkami sumującej mozaiki Vindsval, głos znikąd, postać tajemnicza, zabiera głos na temat teodycei, apokatastazy i omnipotencji. A przynajmniej wydaje się, że to właśnie ma na myśli, gdyż świadomie wybierając grzech wieloznaczności, pozwala jedynie dotknąć aury swojego tryptyku. "Głowić się" nad nią w duchu Abdula al-Hazreda.

Nie jest na tym polu osamotniony. Kiedy ukazywał się pierwszy krążek 777, trylogia Deathspell Omega była od roku zamknięta. Oba projekty, poza francuską lokacją, łączy powaga przekazu, która w przeciwieństwie do świeżej muzycznej zawartości, przypomina raczej starych czarnych mistrzów otwarcie i z gniewnym błyskiem w oku uznających szatana za pana. Inna sprawa – anachroniczność tematu. Choć mało kto odbiera przecież Paraceltus jako polemikę z greckim παράκλητος i kontynuację sporu o filioque, wobec permanentnej obecności Tego, który kryje się w cieniu, to jednak wizja monastycznej kontemplacji muzyków, niemal anonimowych wykonawców, narzędzi większego zamysłu, staje się zbyt niepokojąca, żeby przejść obok niej obojętnie. Dlatego nie śmiałem się kiedy Francuzi zaczynali swoją historię o relacji człowieka, Boga i Diabła w świecie. Nie ośmielałem się.

Kogo zresztą obchodzi zdanie jakichś tam pełzających ludzi, gdy kwestia ogarnia eony hipostaz. Sprawy, które interesują mnie: banały. Sprawy, które interesują Vindsvala: sekty, jako ścieżki i kierunki, desanktyfikacja, kosmozofia. Druga z holistycznych trylogii francuskiego black metalu wzorów szuka w późnym antyku. Rozważa cztery poziomy odczytania proponowane przez midrasze. Oznaczano je akronimem PaRDeS, co można tłumaczyć jako sad pełen drzew granatu, w nim zaś litera S zastępowała Sod, czyli myślenie anagogiczne. Gnostycy, jak napisał Borges, ludzie pełni wątpliwości i godni podziwu, patronują przedsięwzięciu odkrywającemu wiedzę tajemną i bezużyteczną. Liczba, która sponsoruje wszystkie trzy odcinki, jest przecież misteryjną antypodą numeru bestii, alchemicznym symbolem nous-rozumu. Jaki obraz świata proponuje zatem nasz arcykacerz? Jako że dysponujemy jedynie epitomą, jesteśmy skazani na rekonstrukcję wyrywkową. Może wzorem Serpentynian ogląda prawieczny porządek wężowych splotów albo czci Kaina wśród murów Gomorry. "W górach Krzyż zastąpiły Koło i Wąż". Czy chce, aby Jezus był naszym królem? Nie.

Od opozycji duch-litera nie sposób w tym wypadku uciec. Blut Aus Nord gra metal astrologiczny i patrzy na linię głowy. Siedem, siedem, "siedem nauk dla zmarłych", jak w apokryfie Junga, w którym ten bawił się w herezjarchę Bazylidesa i pisał, że stworzenie jest dziełem demiurga, a od Abraxas, czyli klucza, patrona siedmiu planet zanurzonego w pleromie, odgradza nas wszystko. Coś podobnego postulował także Wiliam Blake i w ten sposób przechodzimy do clou. Już podstawowe źródła podsuwają nam manifest zespołu: przeciw błaznującym trefnisiom, w służbie sztuki. W inspiracjach Magma i ich kosmiczny dialekt Kobaïan, całkiem duży też szacunek dla Norwegów z Ulver. To zaskakujący punkt odniesienia dla muzyki grupy, rzeczywiście krew z północy, ale inna niż zazwyczaj.

Emper(or)ialistyczną hegemonię Sect(s) można wychwycić już po pierwszych taktach, jednak im dłużej trwają medytacje tym bardziej przenika je izolacjonizm solowego Ihsahn. Vindsval uważnie zbiera przestarzałe elementy avant-metalu, zwiędłych wizjonerów w stylu Thorns, Ved Buens Ende, Virus lub Manes, a jego największą zasługą jest zlepienie z tych fragmentów świetnej muzyki. Wróćmy jeszcze na chwilę do Blake'a przez Ihsahna solo – ten jego lucyferiańsko-cenobitalny koncept można chyba wywieść z czasów gościnnego udziału w nagraniu Themes From William Blake's The Marriage of Heaven and Hell Ulvera, czyli (nie)słusznie przeoczonego mariażu mistycyzmu z new-age, metalu z dziwaczną elektroniką. Długiego materiału w kształcie radiowego słuchowiska zwiastującego Erę Wodnika. Na tym krążku są tony zapału i dwadzieścia gram opanowania technik, ale ta niezręczność właściwie ma w sobie coś ujmującego. The Desanctification przejmuje czar i dopracowuje środki. Inkantacjom, deklamacjom choćby w "Epitome X" równie blisko do "The Argument, Plate 2", co do "Carnal Malefactor", a jednak nie epatują ani naiwną żarliwością tego dziewiczego Ulver, ani dosadnością przygniatającej wizji rodaków po fachu. W "Epitome VII" gdzieś na poziomie trzeciej minuty, o czym kiedyś już wspomniałem w rekapie, pojawia się najlepszy dowód konstrukcyjnego mistrzostwa gościa, gdy, po niemal symfonicznym wstępie kojarzącym się z Anthems  To The Welkin At Dusk, wprowadza ten nienachlany gitarowy motyw, rozprowadzający patos po łokciach.

Cykl prezentuje zwyżkową formę. Ostatnia w zestawie, ustanawiająca nowy porządek, Cosmosophy przejmuje avant-symfoniczną szkołę otwarcie, jak nigdy przedtem. W relacji uczeń-mistrz przerósł jednak ten pierwszy, gdyż nie jest to w żadnym wypadku recepcja bezkrytyczna. Na każdym kroku wczytujemy się w glosy z naniesionymi poprawkami. To właściwie zaskakuje najbardziej – Vindsval rekapituluje wydumany futurystyczny metal sprzed ponad dekady i, zachowując wszystkie jego najważniejsze elementy, jednocześnie użyźnia Go, i w pewnym stopniu rehabilituje. Niespodziewanie swym najbardziej popowym albumem ratuje to, co zawsze w skandynawskim blacku miało nadzwyczajne znaczenie – wizję. Nieważne nawet jaką. Jedno z piekielnych przysłów wykradzionych przez Blake'a głosi: "A fool sees not the same tree that a wise man sees", a niestety, pomimo karkołomnych starań, mój wzrok pozostaje tak nieostry, że nie dostrzegłbym nawet płonącego krzewu, stąd mam wrażenie, że lepiej podsumować totalny klimat 777 innym, hmm: "The road of excess leads to the palace of wisdom".

Wawrzyn Kowalski    
22 października 2012
BIEŻĄCE
AFK & BludworkLoyalty N Service (EP)
Burial"Claustro"