RECENZJE

Blue Hawaii
Tenderness

2017, Arbutus 6.4

No i gdzie te wszystkie polskie duety laska-facet, które przez ostatnie lata potrafiły zawładnąć gustem normcore’owego polskiego słuchacza? Szczerze? Nie mam pojęcia. Wiemy z lekcji ekonomii, że cykl życia produktu kiedyś się kończy i nie jest to moje odkrycie, ale tytaniczna praca wielu zasłużonych profesorów, więc tak musi po prostu być. Tymczasem słucham sobie kanadyjskiego Blue Hawaii, też laski i faceta, i wiecie co? W zupełności mi to wystarczy. Może dlatego, że zamiast koncentrować się na produkcji i wizerunku, nagrywają po prostu dobre piosenki maczane w electropopie i r&b.

Pozwolę najpierw wytłumaczyć, dlaczego wolę Tenderness od nagranego cztery lata wcześniej debiutanckiego albumu Kanadyjczyków, zatytułowanego Untogether. Przede wszystkim rozchodzi się o zmianę muzycznych proporcji o 180 stopni. Powiedzmy, że na Tenderness stosunek wynosi 70:30 dla electropopu i r&b, natomiast wcześniej wynosił mniej więcej tyle samo, ale na korzyść dream popu i szeroko pojętego elektronicznego eksperymentu. Nie muszę zatem dodawać, w którym anturażu Blue Hawaii podobają mi się bardziej, prawda? Cokolwiek by nie powiedzieć, Tenderness czaruje od samego początku. Wsparta solidnym rytmicznym szkieletem skondensowana melodyka, charakterystyczna dla takich twórców, jak chociażby Junior Boys, Morgan Geist oraz Kelley Polar, ujawnia się chociażby w przepełnionymi produkcyjnymi detalami open’erze, ale również w subtelnym "No One Like You" (moim zdaniem najlepszym na płycie) oraz przesyconym nostalgią "Versus Game".

Za znakomitym początkiem Tenderness kryje się trochę nierówności, ale umieszczone w dalszej części długograja cymesy zwracają wszystko z podwójną nawiązką. "Searching for You" brzmi jak spotkanie The Bird and The Bee z Jessy Lanzą, czarowne "Do You Need Me?" mruga w kierunki microhouse’u Herberta z Dani Siciliano na wokalu, natomiast przedostatnie na krążku – "Tenderness" jest zwiewną wariacją grupy na temat minimal techno, która też mi w zupełności odpowiada. Raphaelle i Alexa witamy w naszej drużynie, natomiast wszyscy ci, którzy marzą, by zobaczyć zespół na żywo, mają na to szansę, bo zespół zamelduje się w stołecznej Kulturalnej już 26 listopada. Wszystko już powiedziałem i zachęcam do słuchania. Nie pożałujecie!

Jacek Marczuk    
2 listopada 2017
BIEŻĄCE
John MausScreen Memories
Tame Impala"List Of People (To Try And Forget About)"