RECENZJE

Bludwork
Painkiller (EP)

2018, Chainsaw Corporation 7.2

Tego typu końcoworocznych niespodzianek życzyłbym sobie zdecydowanie więcej. W sumie – bardziej niespodzianek niż końcoworocznych, bo album ten śmiga w streamach już dobry miesiąc, więc nie jest to typowy ośmieszacz wszystkich podsumowań, które zdążyły się już ukazać. Nie ulega jednak wątpliwości, że nikt nie spodziewał się gościa, który na ostatniej prostej roku postanowi odświeżyć nieco męską część sceny nowego soulu/r'n'b i posthousowe/idmowe odnogi elektroniki, bez zbędnej zachowawczości zestawiając je ze sobą. Typ zrobił to na przestrzeni niecałych dwudziestu minut, pakując w omawianą EP-kę maksimum treści, a sytuacja wydaje się tym dziwniejsza, że zrobił to jakiś półanonimowy (nie mogę se nawet ocenić na rymie) MŁODZIAK, który jeszcze dwa lata temu parał się przyjemnymi, ale niezdradzającymi żadnych futurystycznych ambicji deep-housikami.

Dwa lata po wspomnianym klimatycznym housiwie z Nightmare, które również polecam sprawdzić, Amerykanin serwuje nam trudny do jednoznacznego sklasyfikowania album, na którym tropy mnożą się wprost proporcjonalnie do tempa ewolucji sonicznych układanek towarzyszących zawodzeniom muzyka. Słyszycie tu czasem męską odpowiedź na Kelelę na bitach skacowanego Aphexa? Wcale mnie to nie dziwi. Powiecie – Drake płaczący do produkcji Kingdoma? Również przytaknę. James Blake wymyślający siebie na nowo na bibie u Squarepushera? Jak najbardziej, a jeszcze jak. Tego typu zestawienia można by jeszcze długo mnożyć, ale z grubsza wiecie już o co tu chodzi, poza tym żadne nie odda dokładnie tego co tu się wyprawia.

Wizja producenta może na papierze wydawać się trochę przytłaczająca, ale Bludwork skleił tu wszystko z niesamowitą gracją. House'ową tkankę, która służy tu za ledwie słyszalny szkielet, muzyk zmutował, obudowując ją z każdej strony progresywnym mięskiem. Spróbujcie wysłyszeć dwa takie same fragmenty dźwiękowej tkanki otwierającego tę zabawę "Purpose", posłuchajcie jak w refrenie singlowego "Awakening" powyginany bit nakręca się wzajemnie z wokalem albo jak w przywodzącym na myśl Franka Oceana "Thankful" podkład z początku w uroczy sposób nie bardzo potrafi się odnaleźć. To zabiegi brzmiące równocześnie awangardowo i przystępnie. Podsumowanie STATYSTYK tego przedsięwzięcia trochę onieśmiela. Oto (jeśli mnie risercz nie myli) dwudziestoletni gagatek dokonuje przytoczonych wyżej akcji w dwadzieścia minut, praktycznie się nie rozpędzając. Strach pomyśleć, co przyniosą kolejne lata.

Stanisław Kuczok    
21 grudnia 2018
BIEŻĄCE
Porcys: Equalizer #4
M83Knife + Heart