RECENZJE

Bloc Party
Bloc Party (EP)

2004, Dim Mak 6.3

Przepraszam, czy tu biją? Biją. W krajobraz post-punkowego pola bitwy wprowadza już opener ze swoim bezzwłocznym wykopem. Rozeznanie Służb Specjalnych (nie oblepionych mackami SLD, wypraszam sobie) wykazuje, że mamy do czynienia z mieszkańcami południowego Londynu, których frontmanem, ekhem, dowódcą, jest świeżo mianowany generał Kele Okereke. Radar szybko wykazuje łatwo przewidywalne wpływy protoplastów gatunku, jak Wire czy Gang Of Four. Czyżby zatem coś na kształt odpowiedzi wyspiarskiej młodzieży na Controller.Controller? Mamy czas na takie analizy, gdyż Bloc Party po chyżym wejściu wyrównują szyki i nie szukają zabójczej dynamiki. Tak w ogóle to mowa o "Banquet", rozpostartym o prostą, jak byśmy to dyplomatycznie nazwali, wymianę zdań między przeciwstawionymi sobie akordami. Krótka eksplozyjka na wysokości 2:31 nie narusza naszych pozycji, co nie zmienia faktu, że poziom adrenaliny jakby zaczynał drgać.

Od uderzenia zaczynają również w "Staying Fat". Tym razem to walka wręcz, ciało przylega do ciała, rozgrywa się gitarowa kotłowanina (please welcome Les Savy Fav). Sparować musimy ciosy sypiące się gęsto i przede wszystkim przemyślane starannie, żadne to uderzenia z podwórka. Dobrzy są chłopcy, acz zbytnio trzymają się podręcznika Ju-Jitsu, polegając nie na tym, co zaskakujące, a raczej kultywując rzemiosło. Gdy kurzawa nieco opadnie, nadciąga zmasowana pętla zsyntetyzowanego bitu (yup, te wstępy to trochę Sonic Youth), w otoczeniu której sztandary Bloc Party niesie wokal Okereke. Strwożeni wyczytujemy z nich przesłanie dość bezpośrednie, jak przyznacie: "Hey! Hey! Hey! Hey!". Wkrótce całość niebezpiecznie sprawnie operowana jest basem uzbrojonym w groove pokaźnego kalibru. Gdy w końcu wcinają się arpeggia gitar, miękniemy, dając pośpiesznie dyla z co bardziej wysuniętych stanowisk. Oto właśnie "She's Hearing Voices" silną ręką wyżyma z nas resztki spokoju tak łatwo, jak łatwo wyżyma się wodę z gąbki.

Marszu ciąg dalszy następuje w "The Marhals Are Dead". Bloc Party ku szczęściu naszych nieźle już spoconych oddziałów spuszczają z tonu, raczej kombinując, niż działając wedle natchnionego planu. Fasonu Angole i tak nie gubią, o czym niech poświadczy grad celnych (aj-aj-aj) riffowych bomb w końcówce starcia. Co prawda dla tych, którzy z niejednego post-punkowego pieca jedli, zagrożenia tu nie ma, umiejętnie ominą oni wszelakie pułapki i zasadzki. Nie wolno jednak usypiać czujności, stajemy bowiem naprzeciw "The Answer"! Ostro za bary jesteśmy brani nie byle czym, bo wtrętami groźnie melodyjnego refrenu. I tak już ciężką sytuację pogarsza miotany z pasją (ta przeklęta świeżość młodości!) zarzut: "You! Could talk! A little less!". Dobrze, że pod koniec utworu wyłazi z tych butnych szczyli brak doświadczenia i nie do końca jeszcze umiejętne przelewanie furii w konkretne i tylko konkretne salwy. Te tracą na skupieniu na tyle, że nasza kwatera główna pozostaje dla Bloc Party niezdobytą, pomimo zasiania zniszczeń w kilku strefach okalających ją. Możemy spać spokojnie, przynajmniej do longplaya formacji.

Jędrzej Michalak    
6 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie