RECENZJE

Black Strobe
Burn Your Own Church

2007, Play Louder 2.9

Czytacie sobie wypowiedź lidera zespołu, którego płytę zaraz wrzucicie do odtwarzacza i natrafiacie na rekomendację: "kolekcja surowych utworów o miłości, uzależnieniu i autodestrukcji". Odeszła wam ochota? No mi też pewnie by odeszła, ale nieświadomy odsłuchałem sobie Burn Your Own Church bez większej refleksji i dla przyjemności raczej – nawet tytuł nie był wyraźnym ostrzeżeniem. Nie mogę powiedzieć, że w ostatecznym rozrachunku żałuję, ale cieszyć się też nie ma z czego.

Black Strobe był kiedy duetem, w skład którego wchodzi Arnaud Rebotini o mrocznym, depresyjnym głosie i DJ Ivan Smagghe. Po rozlicznych perturbacjach na debiucie skład ustabilizował się na poziomie czterech Francuzów, przypominającym rockowy band.

Płyta zaczyna się od dźwiękowej plamy, wokół której powstaje nieskomplikowana acz głośna konstrukcja taneczna w bardzo mrocznym klimacie, powodująca chęć rytmicznego wyładowania emocji. Płaskość gitar i patos w ostatnich dwóch minutach trochę wycięte z Nine Inch Nails, gdzieś w oddali pobrzmiewają echa Tiefschwartz. Wszystko jest nawet ok, do momentu w którym Rebotini nie wjeżdża swoim męskim, kojarzącym się z Davidem Gahanem na kacu, wokalem. Rezultat – zdecydowanie do końca płyty najlepiej wypadają instrumentale.

Duża część utworów oparta jest na tym samym schemacie co otwierający – to jest statyczny rytm, obudowywany przez coraz to nowe hałasy. Przez nadmierne eksploatowanie takiego rozwiązania (i przez brak jakiegokolwiek świadectwa rozwoju) skończyli się Archive. Ten sam błąd popełnia Black Strobe, choć faktycznie co jakiś czas trafiają się fragmenty, w których wykres napięcia zostaje wprowadzony w pewne drgania. Nadal jednak nie wykraczają poza cienkie "spoko".

W materiałach promocyjnych padają różne słowa, jak na przykład black-metal, Klaxons, Darkthrone czy – ojeju – Loveless. Niby na siłę można stwierdzić, że mamy do czynienia z tyglem pomysłów i kultur, jednak jest to mieszanka nudna, nieprzekonująca oraz płaska (z nielicznymi wyjątkami). Brak tu sensu – w skrócie. Gdzieś się zgubił.

Filip Kekusz    
15 sierpnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy