RECENZJE

Black Lipstick
Sincerely, Black Lipstick

2005, Peek-A-Boo 6.9

Z tym Black Lipstick mam po dziś dzień nierozwiązaną zagadkę. Teoretycznie grupa proponuje okropnie ewidentną zrzynkę z VU. Bębny na minimalnym zestawie jak u Maureen wybijają prymitywne repetycje jak u Maureen i zastanawia mnie tylko czy też są grane na stojąco. Wiosła precyzyjnie małpują archaiczny sound przesteru + Sterlingowe, "bluesujące inaczej", upadłe riffy. Laska i koleś, obsługujący mikrofony, upodobali sobie rzecz jasna beznamiętnie rytmiczne melodeklamacje i Lou wizualizuje się w pół sekundy. Okładka prezentuje popartowe kolaże. Więc o co chodzi, że wolę płytkę od większości gitarowych prób z 2005? Ha, żebym to ja wiedział. Ale ten stan nieświadomości, ten enigmatyczny "x-factor" w Sincerely podejrzanie wciąga. Ponieważ "three, it's the magic number", to tradycyjnie spróbuję sobie wytłumaczyć appeal Black Lipstick w trzech punktach. Po pierwsze – wielu brało się za imitację Reeda, ale w głosach tej pary wokalistów tkwi jakaś dziwna szczerość, że byłbym w stanie uwierzyć w ich mesjanistyczną rolę na scenie niezal, w przyszłości, gdyby nie to, że w nią nie wierzę. Po drugie – lubię w pełni zrealizowane ćwiczenia stylów sprzed epok i pod względem formalnym BL sprowadzili elementy z których ściągają do ram doskonałości. Wreszcie, po trzecie – sporadycznie udaje im się wyjść poza (zakładam, że koncepcyjnie narzucony) schemat, intuicyjnie rodząc coś własnego. Głównie zauważalne są te przebłyski w instrumentalnych zakończeniach "B.O.B. F.O.S.S.E." i "Grandma Airplane". I to, co wtedy nagle powstaje zahacza o ogromny potencjał incydentalnej magii. 123456789.

Borys Dejnarowicz    
16 lutego 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie