RECENZJE

Black Halos
The Violent Years

2001, Sub Pop 2.6

A na okładce wyglądają na całkiem rozsądnych...

Dlaczego Jack Endino produkuje takie gówno? Czemu koleś, który jest legendą i produkował w przeszłości Bleach Nirvany, albo Up In It Afghan Whigs przykłada swoją rękę do takiej nędzy? Czy brakuje mu pieniędzy? (Zrymowało się.) No ale przecież chyba dostaje jakieś tantiemy za tysiące sprzedanych egzemplarzy krążków na których grał i realizował? To może jest pracoholikiem i musi nałogowo produkować jakieś płyty, nieważne jakie? Ale przecież na pewno dostaje codziennie dziesiątki ofert od wielu młodych zespołów, może sobie wybierać do woli. Więc dlaczego wybrał takie gówno?

The Black Halos – czterech kolesi z Vancouver, jest to ich druga płyta. I właściwie na tym mógłbym skończyć recenzję, bo sama zawartość albumu odbiera ochotę na jakiekolwiek pisanie o muzyce. Czterdzieści minut punkowej rypanki i to w dodatku bez żadnego pomysłu. Balansują goście na granicy młodzieżowych riffów, prymitywnej panczerii a la New York Dolls i cięższych klimatów. Wokalista ryczy jak zarzynana krowa, co jest po prostu nie do wytrzymania. Pozorna energia i werwa jest w rzeczywistości nudą i śmierdzi na odległość kiczem. Najlepiej i najbardziej szczerze w całym zestawie wypada cover "Warsaw" Joy Division, co też świadczy o tym materiale.

Ale nie ma takiego wejścia, żeby nie było wyjścia. Przyszło mi właśnie do głowy, że być może dzięki wydawaniu takich śmieci, które pewnie, z racji obecnej popularności w Stanach takiego grania, sporo ludzi kupi, Sub Pop może sobie pozwolić na dystrybucję tak pięknych rzeczy, jak Arde Migali. Czyli dla każdego coś miłego. Hm, może i tak.

Borys Dejnarowicz    
20 listopada 2001
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie