RECENZJE

Björk
Utopia

2017, One Little Indian Records 7.2

Konstruowanie prywatnych utopii, to zajęcie którym zajmujemy się właściwie codziennie. Większość życia spędzamy we własnych głowach, tworząc wyidealizowane wersje naturalnego środowiska oraz pielęgnując wyimaginowane, perfekcyjne koncepty. Regularne wycieczki do świata wyobraźni oczywiście niosą ze sobą pewnego rodzaju reperkusje. Zbyt długie minuty poświęcone na penetrację własnego "ja" mogą doprowadzić do wybudowania muru odgradzającego stan psychicznej higieny od świeżego powietrza. Natomiast odpowiednio dawkowana częstotliwość mentalnych eksploracji ma również pozytywne skutki. Sporadyczne epizody intensywnej introspekcji cementują afirmatywne nastawienie do regularnych zmagań z teraźniejszością. Ostrożne korzystanie z osobistego zbioru utopii nie tylko nie zamydla pragmatyzmu, a wręcz motywuje do praktycznych działań. Rozważnie kontrolowane autorefleksje działają jako punkty zapalne dla ludzkiej kreatywności. Fantazyjne idee połączone z pokładami zdrowego rozsądku funkcjonują niczym profesjonalne narzędzia do zamieniania abstrakcji w rzeczywistość.

Pierwszym krokiem do efektywności jest stuprocentowo unikalny proces twórczy. Kreacja solidnych fundamentów zakłada więc, pożyczoną od egzystencjalistów, filozofię konstrukcji totalnej. Jednostka powinna samodzielnie ułożyć szereg znaczeń i definicji, które według jej specyficznych potrzeb nadają sens bytowi. Na Utopii Björk bawi się archetypowymi elementami przylepiając im niepospolite etykiety. Na przykład wokalne popisy islandzkiego chóru mają zupełnie inny kontekst niż większość tego typu kolaboracji. Kawalkada głosów nie przytłacza zapierającą dech w piersiach monumentalnością, a raczej zaskakuje kameralnym posmakiem. Intymny dialog pomiędzy artystką a wspierającą ją grupą Hamrahlíðarkórinn reprezentuje emocjonalną rekonwalescencję – powrót do formy po rozczarowaniu relacjami międzyludzkimi. Autorka unika rozmachu i prezentuje tę niezwykle ważną, wewnętrzną bitwę jako bliskie sercu słuchacza wydarzenie, będące pomostem pomiędzy intencjami twórcy a naszą empatią. Kolejnym przykładem interesującej dekonstrukcji powszechnych znaczeń, jest niezwykłe zastosowanie wysamplowanych odgłosów natury, a konkretnie ptasiego śpiewu. Björk odziera niebiańskie stworzenia z typowej dla nich mistycznej aury, posiłkując się konwencjonalną produkcją od pana znanego pod pseudonimem Arca. Zdolny Wenezuelczyk tym razem trzyma swe niepokojące imaginacje na smyczy, ponieważ ma za zadanie przybliżyć istotę metafizycznych cierpień w formie przystępnej zwykłym śmiertelnikom.

Utopia to optymistyczna siostra Bernhardowskiej Korekty. Wokalistka, niczym główny bohater wspomnianej powieści, traktuje proces twórczy jako kojącą nerwy psychoterapię. Różnica między podejściem protagonisty austriackiego pisarza i protagonistki tej recenzji polega na wymowie epilogu. U autora Wymazywania artystyczne działania mają znamiona fatalistycznej ironii – pozwalają zapomnieć o problemach, jednocześnie podsycając perspektywę nieuchronnej katastrofy. Zrodzony z niezdrowej obsesji zapał wzbudza jedynie współczucie i uśmiech politowania. Z kolei mistrzyni awangardowego popu pragnie spożytkować całą energię na wzmocnienie potarganej przez los duszy. Jej najnowsze dzieło ujmuje dziecięcą naiwnością, która sprosta nawet najcięższym próbom. Pozytywne wykorzystywanie potęgi wyobraźni przełamuje ideową monotonię epoki gorzkiego cynizmu. Naprawdę miło mi obcować z projektem skupionym na psychicznej rezurekcji, a nie upartym krzyżowaniu własnego szczęścia.

Konkluzywny charakter wydawnictwa sprawia, że nie da się go traktować inaczej niż jako refleksję na temat problematyki poprzedniego krążka artystki. Utopia to katartyczne post scriptum do Vulnicury próbujące uporządkować zastany dwa lata temu chaos. Nie jest to oczywiście sequel idealny, albowiem najlepiej radzi sobie właśnie w zestawie ze swoim poprzednikiem. Odważne działania Björk pozostawione same sobie są oczywiście intrygujące, ale atakują pełną siłą dopiero w parze z nerwowym prologiem.

Trzeba również wspomnieć o tym, że te ponad siedemdziesiąt minut muzyki potrafi wykończyć nawet największego twardziela. Emocjonalnie wyczerpująca podróż, w jaką zabiera nas islandzka wokalistka, wymaga wręcz medytacyjnego skupienia. Największą przeszkodą jest impresjonistyczny charakter większości utworów, przypominający o tym, iż autorka Homogenic już dawno temu porzuciła melodyjność na rzecz dźwiękowego malarstwa wrażeniowego.

Utopia zaskakuje, uwodzi, dręczy i hipnotyzuje. Wciskając przycisk "play", godzimy się na mentalne turbulencje bez zagwarantowanego miękkiego lądowania. Album delikatnie zahacza o granicę ciężkostrawności, ale dzięki kunsztownej współpracy duetu Björk/Arca obyło się bez uczucia przesytu.

Łukasz Krajnik    
4 grudnia 2017
BIEŻĄCE
Moses SumneyAromanticism
BjörkUtopia