RECENZJE

Bird And The Bee
Interpreting the Masters Volume 1: A Tribute To Daryl Hall and John Oates

2010, Blue Note 6.9

KB: Bardzo cieszę się, że to właśnie piosenki Hall & Oates zdecydowali się interpretować Inara i Greg, bo: a) uwielbiam Hall & Oates, b) mam wrażenie, że bardzo konkretna forma tych piosenek, a przede wszystkim ich rytmika, dodaje Bird And The Bee chwytliwości, co w połączeniu z faktem, że to w większości kawałki o ogromnym stopniu czystej singlowości, daje porcję najbardziej przebojowego materiału, jaki Ptaszek i Pszczółka dotychczas nagrali, c) gdy na termometrze jest około 15 stopni, to jest to naprawdę piękna sprawa. No i oni sobie oczywiście wzięli te piosenki, jakby były ich własnymi. Są tu słabsze momenty, "Maneater" na przykład nie spełnia oczekiwań i brzmi dość przeciętnie, pozbawiony tego charakterystycznego, nocnego, lekko przerażającego, ale podniecającego napięcia w refrenie, są i takie, gdy można pobić się samemu ze sobą, rozważając problem "oryginał vs cover", na przykład "Private Eyes", mój ulubiony utwór Daryla i Johna, zamieniony w perfekcyjną słodycz. W każdym razie te fantastyczne, kreatywne covery złożyły się na razie na popową płytkę roku, kwestię obrazu "popu" i "roku" tym razem zostawiam bez marudzenia.

RG: Moment wejścia w "Gimixie" Avalanches piosenki "I Can't Go For That" jest jednym z tych, który definiowały odbiór muzyki małego Rysia, więc idea stojąca za Interpreting The Masters Volume 1 od początku kozaczyła mi totalnie. Pszczółka i ptaszek nie zrobili żadnej magicznej wolty czy triku fiku miku – "Heard It On The Radio" zgrabnie zapowiadało brzmieniowo te drobniutkie zmiany, jakie zaszły w stylu Inary i Grega, by hołd dla wąsatego i blondyna był jak najpełniejszy. Żaden z coverów nie rozstrzela odbiorcy w imieniu jakiejś rewolucji, ale hej, każdą z partii interpretuje wokalistka, która obecnie najfajniej śpiewa o miłości, a podkłady są autorstwa zeszłorocznego mistrza w tej dziedzinie, więc musi być zajebiście! I jest i to rzeczywiście jest na razie naj płyta popowa i "I Can't Go For That" ciągle wymiata.

AG: Po wszystkich słusznych pochwałach chłopaków wyżej teraz ja wchodzę na bit i proponuję następującą dziurę w całym: Bird and the Bee interpretujący posenki Hall & Oates to już nadmiar bytu i dobroci. Słodycz tej płyty przytłacza, aranżacje sprawiają wrażenie jakby "ktoś tu za dużo czasu spędził łotając Piccolo przy LittleBigPlanet" (sprawdzie początek "Rich Girl"), a głos Inary jest policzkiem wymierzonym mojej i waszym chronicznym depresjom. Szacun i wszystko, ale po cichu liczę, że pojawi się jakaś inna popowa płyta która skutecznie wygryzie Interpreting the Masters – o taki pop walczyliśmy, ale nie o taką popową płytę roku.

PM:
– "Heard It On The Radio" wprowadza zajebiście, poziomem odstając mniej niż można by się spodziewać
– słowo-klucz: interpretacja; nie lubię kowerów (i nie umiem ich oceniać), ale na szczeście możemy tutaj często o pierwowzorach zapomnieć
– a właśnie, że poziom słodyczy uległ sporemu obniżeniu (pamiętajmy o "My Love"!)
– Inara przechodzi piękną mutację i chciałbym więcej tego w przyszłości ("Sara Smile")
– poszerzył się wachlarz presetów keyboarda Grega, ciekawe, czy na stałe (brakuje tylko dźwięku ambulansu i maszyny do pisania)
– "Kiss On My List" > "Private Eyes" i "Maneater" razem wzięte

Aleksandra Graczyk     Kamil Babacz     Patryk Mrozek     Ryszard Gawroński    
26 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie