RECENZJE

Big Star
In Space

2005, Rykodisc 5.6

Powrót Big Star to tak naprawdę powrót Alexa Chiltona, wzmocnionego perkusistą pierwotnego składu bandu, Jody’m Stephensem. Tę dwójkę uzupełniła część The Posies. Poziom wydanego przez muzycznych rozbitków krążka oczywiście ma się nijak do dokonań Big Start sensu stricto, czyli nagranych w szaleńczo krótkim okresie trzech lat trzech popowych klasyków. Wydaje się bowiem, że Chilton nagrywając In Space zapatrzył się w ten sam target, w który mierzył gdy był o trzydzieści lat młodszy. Target wyrośnięty, stąd i piosenki wyraźnie trącą myszką nazbyt dziś tradycyjnego gitarzenia. I tak radiowo wyprodukowany pop Big Star obecnie bardziej przypomina zahaczające o blues Dave Matthews Band niż Byrds, jak to było za złotych czasów, gdy zespół kładł podwaliny pod indie-pop. Wobec tych przeobrażeń nietrudno nabrać do In Space dystansu, won z mojego odtwarzacza supportować Sheryl Crow, warknął nie jeden zrażony fan Radio City. No zgoda, sporo tu dinozaurowania, kawałki w rodzaju "Aria, Largo" czy też nawołujący do pozytywnej ruchawki "Love Revolution" równie dobrze mogłyby wylądować na ścianie państwowego muzeum. Niech się jednak odpalantują ci, którzy nie widzą solidności tych wszystkich numerów. Co powiecie na urok "Lady Sweet"? Trochę tu "The Ballad Of El Goodo" (z#1 Record), ale nie na tyle by zarzucić autoplagiat. Shorcik bez zakończenia bo zbyt jestem głodny.

Jędrzej Michalak    
23 lutego 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja