RECENZJE

Better Person
It's Only You

2016, Mansions And Millions 7.3

Zderzając początki Byczkowskiego ze stanem dzisiejszym, chce się zakrzyknąć: idźcie tą drogą! Drogą, której zapoznane pierwsze śliwki-robaczywki to las, polana i kraciasta koszula post-rockowo-folkowych Kyst i Coldair, a teraźniejszość to satyna, białe wino i zmysłowość Better Person. I idą tą drogą – w ostatnim czasie podobnym przejściem na stronę contemporary r&b zaimponowały mi dotychczas bardziej akustyczne Enchanted Hunters. W tej podobie brzmienie serwowała nam ostatnio Chloe Martini. O, i już wykreowało mi się coś jakby dobry trend w rodzimej muzyce. Byczkowski wjeżdża tutaj z najlepszym jego zapisem studyjnym. Z drugiej strony, gość jest tyleż rodzimy co zagraniczny. Obecnie rozkminiany jest na świecie jako artysta sceny berlińskiej. Od dłuższego czasu ziomuje się z bliskim mu estetycznie Seanem Nicholasem Savage’em -- gra na gitarze w jego koncertowym składzie i robi z nim wspólne kawałki. Grał na trasie razem z TOPS. Stoi więc blisko twórczej sceny skupionej wokół montrealskiego labelu Arbutus, z którym nam tu na Porcys też często jest po drodze.

Dobra ej, przeskoczmy do 2013 r. Wtedy na naszym radarze zamajaczyła piękna dusza tego chłopaka. Balladowo-sypialniane dźwięki “I Wake Up Tired” z miejsca sklasyfikowały Better Person jako projekt, który nie może pozwolić sobie na odstawkę, brak kontynuacji, odwlekanie. Byczkowski po dwóch latach opublikował kolejny świetny numer, “Sentiment”, i zapowiedział EP-kę. Po małych opóźnieniach mamy to. Mocno wyróżniam “Somebody Cares” spod indeksu pierwszego, który wraz z następującymi po nich “Sentiment” i odświeżona wersją “I Wake Up Tired” umacniają autora w światowej ekstraklasie inspirowanego erą Wham! pościelowego synth-soulu. Tytułowy kawałek, to podtrzymujący klimat niedługi instrumental. “Everything Cold” poszerza pole referencji do lat osiemdziesiątych o kolejne charakterystyczne barwy, ale to najmniej wyróżniający się fragment wydawnictwa. Ciekawe rzeczy dzieją się w closerze “You Smell”, gdzie tempo, bit i sposób śpiewania nawiązują do “This Night Has Opened My Eyes” z repertuaru The Smiths.

It’s Only You można tyleż porównywać do Sade, Wham! (hehe), Arthura Russela, Womack & Womack czy balladowego oblicza Hall & Oates, co zestawiać z artystami dnia dzisiejszego, takimi jak wymienieni w pierwszym akapicie, a także John Mauss, Blood Orange, Junior Boys, Jensen Sportag czy Dan Lopatin. Białasowska nuta blue-eyed soulu i to wykoncypowane podejście do twórczości jest ewidentne – z drugiej strony minorowa warstwa uczuciowa zdominowała brzmienie na tyle, że brakuje już tylko płaczącego saksofonu, by przywalić tag ‘babymaking music’ i położyć na półce imienia Marvina Gaye’a. Na szczęście Byczkowski nie udaje wzruszonego murzyna i na dystansie 23 minut introwertyzmu, czarując pięknym wokalem i splotem udanych nawiązań, pozostaje sobą. Miejmy nadzieję, że to tylko przygrywka i prognostyk rzeczy większych i form być może dłuższych.

Michał Hantke    
24 lutego 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy