RECENZJE

Beth Orton
Comfort Of Strangers

2006, Astralwerks 4.8

Myślę, że ostatnia rzecz, której w 2006 roku świat potrzebuje, to nudny album singer/songwriterski z Wysp, szczególnie w wykonaniu Beth Orton. Nic tej pani nie ujmując, zawsze miała delikatne skłonności do nudzenia, choć jakoś udawało jej się nagrywać mimo tej wrodzonej wady świetne płyty. Ale teraz piosenkarka, niegdyś reklamowana jako nowa Joni Mitchell, stanowczo przegięła. Podryfowała w zupełnie jałowe rejony niezobowiązującego, kawiarnianego folk-popu dla brytyjskich trzydziestolatków. Piosenki są wehikułem do banalnych przemyśleń, a Beth zawodzi dokładnie w ten sam sposób, co na poprzednich trzech płytach i robi się to już trochę nużące. Focus nigdy nie był mocną stroną Beth; ratował ją klimat, transowość, w końcu ten smutek w głosie gdzieś między rejestrami Suzanne Vega a Joni Mitchell właśnie. Przede wszystkim jednak trafiały w sedno melodie. Gdy potrafiła wyzwolić w sobie nieskończone pokłady smutku - jak "Blood Red River" czy "Devil's Song" ze znakomitego Central Reservation - nawet sam Graftmann mógł czyścić jej buty. W bardziej pogodnych piosenkach podobać się mogła czarująca subtelność, sprawdźcie "A Pass In Time" czy "Best Bit".

Na Comfort Of Strangers dosłownie jeden kawałek - "Countenance" - przypomina o lekkości, melodyjności wcześniejszych dokonań Orton. Subtelna alt-country'owa aranżacja osnuta mgiełką wokaliz trafia od pierwszego przesłuchania w dziesiątkę - myślę, że ten kawałek ma spore szanse trafić do mojej trzydziestki tegorocznych singli (jakkolwiek singlem chyba nie został). Niestety to jedyny utwór (wyróżnia się jeszcze wyjątkowo hałaśliwy jak na Beth "Shopping Trolley"), który broni się od pierwszego przesłuchania. Pani Orton bardzo się stara i jak może kombinuje. Pod względem kompozycyjnym to najbardziej zaawansowana płyta w jej dyskografii. Ale całość sprawia wrażenie niepotrzebnych, wylątujących drugim uchem zaraz po odtworzeniu, songwriterskich cacek bez treści zasadniczej - czyli dobrych, intrygujących motywów. Dominuje przeciętność, "lekcje odrobione". Producenckie starania Jima O'Rourke'a też niewiele pomagają. Nawet ostatnio w dyskusji z Jarvisem Cockerem i Paulem Morleyem jakoś Beth Orton najmniej miała do powiedzenia.

Piotr Kowalczyk    
1 listopada 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie