RECENZJE

Beta Band
Heroes To Zeros

2004, Regal 6.8

Wczuj się.



Po raz kolejny czterech nienormalnych Francuzów pod dowództwem Pierra Faucharda pokazuje kto tu jest naprawdę śmieśny. Drogie dzieci, usiądźcie wygodnie, opowiem wam bajkę, jak kot palił trawkę. A więc tak: na samym początku, w 1996 roku Beta Band wydali swój masakryczny debiut Where Is The Dolphin?, powodując opadnięcie szczęk wszystkich miłujących ciepłe, chrupiące popowe piosenki, popite naturalnym kefirkiem beachboysowskich wokali. Ale mało tego! W międzyczasie, skądś musiał na nich wybiec potworny dywersant Rychu Miotacz, bo dwa lata później dokonali czegoś, co nie śniło się chyba samemu Dalajlamie. Nagrali dwupłytowe arcy-kurde-dzieło Fox, Squirrel And The Old Guy. Nie będę się rozwodził na ten temat; jak ktoś ciekawy, to niech "poszpera" sobie w necie, albo wsadzi nos do kawy, w każdym razie nowatorstwo tego wydawnictwa sprawiło, iż z ust wszystkich słuchaczy i krytyków świata dobyło się jedno wielkie "YYY...". Dalej już z górki. Dwie fajne, ale w sumie nieznaczące płytki Three Angry Rats i This Is What We Find mogłyby w zasadzie nie powstać, ale zawsze to jednak słabe płytki Beta Band. W ogóle to wszystko nieprawda. Żartowałem.



Hersztem Los Amigos Del Beta Bandidos jest niejaki Steve Mason, o którego śmieszności można by napisać osobny tekst i byłby on dużo dłuższy od tego. Ponoć kiedy Cleese wywalał go z Pythonów, powiedział: "Te twoje skecze są jakieś pojebane, man cat..". Dobra. Szybko, szybko. O co chodzi z Beta Band. Otóż: dawno dawno temu, kiedy jeszcze węgiel był biały, wydali se trzy EP-ki, które później złączyli w swój pierwszy longplay pod dziwnym tytułem The Three EPs. Że niby jakieś piosenki, jakieś motywy, pojechane improwizacje, nakładki wokali, "dog's got a bone", cośtam tego ten... Naprawdę dobra, intrygująca płytka w sumie, ale sporo tam też takich minimalistycznych anegdotek zrozumiałych tylko dla nich samych i Borysa. Znam co najmniej jeden lepszy siedemdziesięciominutowy album.

Dwa: Beta Band (1999). Kurde. Co tu się dzieje. Ludzie. No. Paul Lennon meets Mike D? Problem z Beta Band jest taki, że mając za podstawę starą jak świat formę bitlesowej piosnki, kreują jakieś wizjonerskie przestrzenie, kompletnie oderwane od rzeczywistości, pozbawiając nas jakiegokolwiek punktu odniesienia i tym samym możliwości krytyki. Weźmy se taki dziewiąty kawałek z self-titled. "The Hard One". No i bądź tu mądra. Zamknij oczy i policz do nieskończoności. Dla jednych bajki skrzatów – złodziei majtek, dla drugich klimat przenoszenia jeża przez jezdnię. Dla jednych cool chill-out, dla innych ABSOLUT (baterie mi zaraz siądą). Wiecie.. Są dobre zespoły i dobre zespoły. Nasi ulubieńcy to właśnie definicja zespołu-jakich-mało. Trzy razy "zespołu" (już cztery), ale mam to w dupie i co mi zrobicie.

Tres: Hot Shots II (2001) No, trochę konkretniejsze się to wszystko robi. Nie ma już puszczania formy samopas. Na dziesięć numerów jeden niezajebisty. Reszta rewelacyjna. Czwarty "Gone" – słuchajcie uważnie – musi być zimna noc, gasicie światło, otwieracie okno w pokoju na oścież i press "play". Wiem, że grafomania się wkrada, ale zróbcie to kurde. No i tekst. Przejmująca do cholernej głębi historia smutnego zakochania się, z puentą "I'd like to know / Will you think of me when I'm gone?". Właśnie.

No i doSZŁem do tego miejsca, w którym powinienem powiedzieć coś więcej o tekstach. Ograniczę się jednak do jednego słynnego cytatu z "Round The Bend" i wszystko już będziecie wiedzieć. "I listened to The Beach Boys just a minute ago / Wild Honey / It's not their best album but it's still pretty good / They've got some funny little love songs on there / It's not mainly a Brian's production / So it's probably not as good as something like Pet Sounds". Sęk w tym, że to nie jest w formie skitu ze studia, czy jakiegoś przerywnika, tylko on to normalnie śpiewa jako tekst piosenki. Nie nie nie. Powstrzymam się, i nie skomentuję. (A propos, przypomniało mi się, że Krzychowi nie podoba się Beta Band. No daj spokój stary!!! Jeżeli piosenka po drodze od serca do gitary zahacza na chwilę o mózg, to nie jest to żadna zdrada. Trzeba tylko poświęcić się słuchaniu, inaczej Steve mógłby cały czas śpiewać "gówno dupa, gówno dupa", a ty nie zauważyłbyś różnicy. Te wszystkie patetycznie melancholijne songi, dziwaczne beztreściowe zaśpiewy na tle oszczędnego podkładu nie są efektem wyrachowanej pozerki, tylko świadomie obraną ścieżką.) Zresztą, do cholery. Przecież będąc w dziesiątce największych bossów na tej gównianej planecie NIE SPOSÓB nie nagrać co najmniej fajnej płyty. Może to skłoni was do zgłębienia tematu. Nie no naprawdę, nie wkurzajcie mnie, bo zaraz wkleję całe "Eclipse" i skończy się rozmowa.

...fajnej płyty, fajnej płyty. Dokładnie, o wilku mowa. Heroes To Zeroes. Naprawdę bardzo fajne, ale oczywiście jedną półkę niżej od pozostałych. Czyli nadal mamy natchnione pejzaże, ale tym razem częściej oglądamy je na pocztówce. Heh, mimo wszystko jednak po takich pięciu przesłuchaniach płytka staje się naprawdę dobrym kumplem... Kurde, nie mogę. Nie mam siły dziś na żadne pisanie. Klimat. Chłód. Spokój. Dopracowana produkcja. Smaczki, efekciki, ale nie eksperymenty. Słyszymy isaacową gitarkę, radioheadowe keybordy, isaacową gitarkę... (Ktoś tu lubi Modest.) Wycieczka wzdłuż plaży. "If everybody laughed for just one day, you know that would make you happy". Bossy. Gęste bębnienie. Groove. Gitarka akustyczna. Umieścić w odtwarzaczu, wcisnąć "play". Słuchać w dobrym nastroju. "And if you see her tonight / Will you tell her I love her?".

Ok, i tak musisz mi zaufać. Jeżeli nie znasz żadnego Beta Band, trzy pierwsze to lektura obowiązkowa. Jeżeli znasz te płyty to i tak pewnie już kupiłeś Heroes To Zeroes. A jeśli się jeszcze wahasz, powiem ci tak, jak rzekł kiedyś mój tata: "Coś ci poradzę – rób jak uważasz".

Kuba Czubak    
31 marca 2005
BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss