RECENZJE

Best Coast
Crazy for You

2010, Mexican Summer 6.7

Tradycja kompilowania piosenek do słuchania w wakacje, jak ją pamiętam, sięga, cóż, początków technicznie możliwych domowych kompilacji, czyli lat 80. Słuchało się wtedy gitar, popu o błyszczących klawiszach i skwierczącego new age'em ambientu ze ścieżek dźwiękowych. 90s to już istny niezal na wyciągnięcie ręki, radia studenckie resuscytujące 60s-ową instytucję autorytetu i dostawcy w jednym, wylegiwanie się na kampusach przy akompaniamencie radośnie ironicznych wokali, pobrzękiwań z przypadkową dysharmonią – w Polsce reprezentowane przez szkolne radiowęzły i MTV. W ubiegłej dekadzie z kolei mieliśmy do dyspozycji kilka obowiązkowych wydawnictw via prasa hipsterska: Endless Summer, reedycje Beach Boys, SMiLE, Summer Hymns, balearic, chillwave, reedycje Pavement, Talib Kweli – dużo rzeczy do zabrania w każdą podróż za miasto, pękaty wybór. Lato 2010 też obfituje w uskwary, a więc najwyższa pora kompleksowo ustalić co i jak należy robić, żeby maksymalnie wykorzystać trwające tygodnie solarnego egzaltu, festiwali i oczekiwań na sesję poprawkową, a przy tym nie stracić uchwytu bieżących przebłysków rynku wydawniczego. Organizacja czasu wolnego sama w sobie być może nie leży w gestii Porcys, ale soundtrack do tegoż – jak najbardziej. Jeśli wakacyjne romanse, nostalgia i beztroska są tym co was kręci, poznajcie pannę Cosentino.

Oczywiście wszyscy ją dawno znają, dlatego ograniczę się do obronienia Crazy For You jako ścieżki do lata. Co nie jest prostą sprawą, zważywszy, że ostatnio w dobrym tonie jest pisanie o Bethany bez wspominania choćby linijki biogramu jej chłopaka. Sorry, "Super Soaker".

O czym opowiada długogrający debiut Best Coast? O leżeniu. O czym śpiewa wokalistka? O chłopaku, o leżeniu. O jaraniu. O swojej sytuacji w odniesieniu do Innego (najczęściej Chłopaka). W jakim stylu są ich piosenki? Otóż są w stylu wczesnych bandów z Kill Rock Stars, K Records sprzed Elveruma; dodatkowo, są do granic przyzwoitości SKĄPANE W REVERBIE, a więc zaliczają się do grupy tak zwanych stylistyk nostalgicznych. Jakie sztuczki songwriterskie napotkamy? Oszczędne, faux-surfowe chórki ("Each & Everyday", "Boyfriend"); twee-popowe zmiany tempa ("When I'm With You", "I Want To"), genetycznie sięgające do girl groups Spectora i Mortona – pierwsza faza "I Want To" to nic innego jak mniej dosłowne niż "When Will You Come" (King Of The Beach, pozdrawiamy) nawiązanie do Ronettes; w reszcie lekko rozmyte, pastelowe riffy, wspierane niestarannymi talerzami, kłaniające się atmosferycznemu indie z końca lat 80. ("Boyfriend", "Goodbye"). Forma całości? To nieprawda, że jest monotonna, że "się zlewa" ("chyba z ciebie"). Spójna produkcja jeszcze nikomu nie przerwała letniego wyjazdu nad morze. Okej, a jednak jakoś się to ma do Wavves (poddaję się).

Płyty tej uroczej buzz-parki są względem siebie komplementarne – Crazy For You to spolegliwa, leniwa dziewczyna, przez swoje lenistwo przebijająca się z wyznaniem miłości, tęsknotą, kaprysami. Wiecie, dziewczęce rzeczy, alternatywa dla pokazującego wszystkim fucka, samozwańczego Króla Plaży (wiąże ich reverb i etos slackera – życiowe, nie?). Niezwykłe w tym jest tylko to, że Cosentino oparła na tym CAŁY ALBUM. Pojawia się problem, kto poza czytelnikami HRO jest targetem Best Coast. Czy są to zakochane dziewczyny? Dziewczyny tęsknące? Zakochane stonerki? Niecierpliwe nastolatki? Dziewczyny bimbające przez całe lato? Dziewczyny bimbające przez całe lato, oczekujące od płyt blog-ready symulacji swoich popołudniowych uczuć? Chłopcy szukający prostej odpowiedzi na pytanie o czym myślą dziewczyny latem? Pewnie prawda koncentruje się gdzieś na styku wszystkiego po trochu.

Rapsodyczna beztroska, zawierająca tęskne wyznania i tuptającą niecierpliwość, dowodzi nam czegoś. Best Coast stawia sprawę jasno – samotność jest słaba. "Przyjedź jutro. Obciągnę tysiąc razy". Ta płyta opowiada tak naprawdę o czasie wolnym, o chęci jego animacji czymś uroczym ("I can't do anything without you"). Leżenie, palenie skuna i wzywanie znaczącego innego to anty-aktywności domagające się dopełnienia, choćby tylko po to, żeby leżeć Z KIMŚ ("You make me lazy but I love you"). Rzecz w tym, że aby się z takim stanem w pełni identyfikować, należy spełnić co najmniej jeden z dwóch warunków: posiadanie statusu bezrobotnego lub wakacje. Spoko, mamy jeszcze cały sierpień.

Mateusz Jędras    
2 sierpnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie