RECENZJE

Belle And Sebastian
Write About Love

2010, Rough Trade 6.1

Wielki Giorgio robił tak od prawie początku swojej kariery: przed każdym występem palił połowę cygara, strzepywał popiół, gasił wszystko o buta, a potem resztę zawijał w swoją chustę. Oglądał Dextera od kiedy tylko syn pokazał mu pierwszy odcinek, lubił głównego bohatera i tak jak on uważał, że rytuały w pewnym sensie tworzą człowieka. Ten miał być gwarancją, że wykona wszystko tak jak należy, żadne wypadki, skręcenia czy złamania się nie zdarzą i po swoim show dopali sobie do końca. Takie zdania przynajmniej zasadził w paru wywiadach romantycznie kręcąc wąsa, a ludzie zaczęli powtarzać. Potem tak jak zawsze Wielki Giorgio wsadził chustę do kieszeni spodni, nałożył pilotkę na głowę, gogle na oczy, wsiadł na swój steampunkowy monocykl, pomachał do publiczności i wjechał na linę. Robił tak od paru lat, więc ani ogromna wysokość, na której było wszystko zawieszone, ani lekkie roztrzęsienie konstrukcji (ludzie lubią tak!) nie przeszkodziły Wielkiemu Giorgio przejechać całości. No, nawet sobie trochę sobie pofolgował i na środku udał poważne zawahanie, ot tak, żeby podnieść napięcie. Potem zjechał z liny, ukłonił się, zszedł z monocykla i odwinął cygaro. Nie było to może tak kozackie jak zjechanie z czterdziestu pięter Empire State Building w 96, ale ludziom nadal się podobało. W dodatku klaskali.

Babcia Gawrońska działała na takie okazje według dokładnie przygotowanego schematu. Zleciła dziadkowi Gawrońskiemu już parę dni wcześniej złupanie orzechów na ciasto, sama już zrobiła makaron na rosół, a teraz zajęła się swoim gwiazdorskim daniem: kurczakami nazywanymi przez nią "kuleczkami". Zawsze z okazji czyichś urodzin, rocznicy czy po prostu rodzinnego zjazdu serwowała to samo: potwornie sycący rosół z domowymi kluskami, tylko tu-i-teraz smaczne purée ziemniaczane z kuleczkami oraz orzechowe ciasto snickers. Gawrońscy przyszli, długo jedli, a potem pół-leżeli na krzesłach. Każdy był zadowolony, a najbardziej babcia Gawrońska.

Była niedziela wieczorem i wreszcie trzeba było wziąć się do roboty. Jim ze swoją apatyczną miną podniósł się z niebieskiego fotela przed telewizorem, pogłaskał rudego kota i zszedł do piwnicy. Znowu miał przygotować siedem pasków. Podszedł do wielkiego stołu na środku pomieszczenia, zamknął oczy i wyciągnął jakieś sześć starych rysunków. Garfield stoi przed lodówką, Garfield namawia Odiego do zrobienia czegoś bardzo silly, Garfield zjada coś w kreatywny sposób, Jon rozmawia z Garfieldem i kompromituje się w sprawach damsko-męskich, Jon z Garfieldem oglądają razem telewizję, Garfield sam ogląda telewizję – wyraźnie starczyło na kolejny tydzień. Zlecił jeszcze Karolowi i Michałowi narysowanie niedzielnego paska (chłopaki z Polski szalenie się starali) i Jim wrócił ze swoją apatyczną miną do niebieskiego fotela przed telewizorem, głaskając przy okazji rudego kota. Działał tak od jakiegoś czasu i zauważyło to tylko paru złośliwców.

Wszystko było jasne jak pozycja Loveless we wszelkich rankingach płyt z lat dziewięćdziesiątych: zabił brzuchomówca, gang sklejonych klownów wyraźnie go krył, a kobieta z wąsami była od początku niewinna. Samo rozwiązanie akcji jak zawsze zostało stylowo ogłoszone przy zebraniu wszystkich zainteresowanych w samym środku cyrku z fleszami i błyskami. Od czasów sprawy Odysei i strony 116 każda następne błyskotliwe śledztwo przynosiło komisarzowi Gwarze splendor, sławę, koks i dziwki. W końcu to House z całą ekipą mentalistów był na nim wzorowany. Teraz pozostało tylko zapytać tego Wielkiego Giorgia czy ksywkę to on wziął od Morodera czy nie...

Stuart Murdoch i reszta zespołu po czterech latach przerwy płytowej spotkali się w studiu, spięli się i nagrali kolejny album. Ósmy w ich czternastoletniej karierze, Write About Love wzbudził dokładnie takie reakcje jakie można było przewidzieć: zasłuchani w swoich Reichach i zdystansowani rzucili jakiś dowcip o muzyce dla pedofili, fani się zachwycili, krytycy wystawili swoje 6.1, a ci, co mieli olać to olali. Zdarzyło się parę fajnych piosenek ("I Want The World To Stop"), pojawił się jakichś motor do zrobienia kolejnych tras koncertowych, a nawet ktoś zrobił parę romantycznych grafik związanych z albumem i krążą one teraz po Internecie. Generalnie nic za specjalnie się nie zmieniło, ale było szalenie miło.

Ryszard Gawroński    
28 października 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie