RECENZJE

Beck
The Information

2006, Interscope 5.2

Niech wszyscy fani Becka zmyją bezkrytyczny uśmiech z twarzy i posłuchają: zaprawdę powiadam wam: The Information jest jedną z tych przeciętnych płyt Hansena. Bez wielkich wzlotów, bez ryciem nosem o ziemię.

Burzliwe dyskusje o płytce na porcysowym forum zeszły na nieco inny temat, ale stwierdzenia o tym, że to album roku wychwyciłem (ale nie podchwyciłem). Problem jest następujący: piosenki kompozycyjnie się nie bronią, są zaskakujące jak podróż pociągiem podmiejskim rano do pracy (to trochę wydumana metafora w moim wykonaniu bo mieszkam w centrum). To znaczy, podróż pociągiem teoretycznie może być pełna miłych niespodzianek, potencjalnie taka może być również płyta Becka – ale nie jest. Kilka utworów, owszem, zapada w pamięć: "Think I'm I In Love", "Cellphone's Dead", "We Dance Alone". Ktoś zapyta dlaczego zapadają? Ktoś odpowie: nie z powodu swoich kompozycyjnych plusów. Działa tak efektowne opakowanie, precyzyjna i bogata produkcja, której podjął się zresztą, jak każdy wie, Nigel Goodrich, a poza tym erudycja muzyczna Becka, który jak zwykle kompiluje stylistyki z tak wielu beczek, że aż nie chce się wymieniać. To bogactwo ze strony produkcyjno-wykonawczej w zderzeniu ze słabością piosenek jako takich jest głównym problemem tej płyty. Można ją porównać do średnio ładnej i harmonijnej modelki w super poshy stroju.

Żeby nie składać takiego pięknego bukietu Godrichowi: za jego stołem mikserskim czas odrobinę zatrzymał się w miejscu. Korzysta garściami ze swoich poprzednich dokonań, podając muzykę w jak najbardziej artystowskim sosie według radioheadowego przepisu. Brzmi to oczywiście tak efektownie, że aż – jak się obawiam – efekciarsko. Tyle marudzę, a daję punktów całkiem niemało. Dlaczego? Po pierwsze za to, że płyta kończy się jazdą bez trzymanki: dziesięciominutowym "The Horrible Fanfare, Landslide, Exoskeleton", który co prawda posiada wszystkie wady poprzednich utworów, a jednak swoją surrealistyczną mozaikowością pozwala o nich zapomnieć. Czyli ma tak zwane cuś. Po drugie: produkcja może i efekciarska, ale bez ironii można się w słuchaniu zatopić. Beck może i nie śpiewa dobrych melodii, ale robi to z luzem i wyczuciem Becka, a to już niemało. Po trzecie: trzeba mieć szacunek, ludzie. Myślicie, że tak łatwo wymyślić, skomponować, nagrać i wyprodukować album, chociażby taki jak ten? Na pewno trudniej niż napisać powyższe słowa. Tschuss.

Piotr Cichocki    
13 listopada 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja