RECENZJE

Beach House
Teen Dream

2010, Sub Pop 5.5

BD: Już myślałem, że nic z tej pary nudziarzy nie będzie. I zaczyna się jak najgorzej, od naśladowania Funeral, przeterminowanego już parę lat temu. Ale w końcu takie "Norway" usprawiedliwia etykietkę "dream pop", będąc jednocześnie ładną i całkiem oryginalną piosenką. A i później bywają momenty, no, momenciki. Słuszny kierunek; szkoda, że tylko kierunek.

PM: Po dwóch usypiająco nudnych krążkach Victoria Legrand i Alex Scally postanowili nie czekać już dłużej na gwałtowne olśnienie czy nagły przypływ inspiracji; tak jak choćby Girls czy Dirty Projectors w roku ubiegłym, duet słusznie zdecydował się zaufać twórcom programu Pitch Formula. Dzięki niezawodnej pracy algorytmów kompozycji i brzmienia, odpowiednim ustawieniom współczynników retro, emo i -fi, a także bardzo popularnemu ostatnio generatorowi losowych nazw zwierząt i krain geograficznych otrzymujemy dziewiątkę tak dziewiątkową, jak każda inna spod pióra rewolucyjnej aplikacji (dowodem jest tu oczywiście znak zgodności na opakowaniu). W oczekiwaniu na debiut Sheep of Estonia – naprawdę warto.

JM: Ej dobra, ja tu jestem chyba największym cipusem z całej paczki, utrzymuję formę i pykam na akustyku Elverumy i Sufjany średnio czterdzieści minut dziennie, a moją ulubioną rzeczą w pokoju jest sweter wyglądający jakby ongiś drapał kark samego Jeffa Manguma. Tym niemniej nawet mnie Beach House nudzą, zapatrzeni a to w Arcade Fire (słuchałem akurat Funeral w zeszłym tygodniu i rzeczywiście płyta wymiera), a to w samych siebie. Wszystko co uda im się wypracować staranniejszą kompozycją, a takie im się zdarzają – zaraz trwonią kopiując tych, którzy sami skopiowali z tych, którzy też zresztą skopiowali, z tych, którzy również skopiowali, z tych, którzy zerżnęli z tamtych, którzy też niewiele sami wymyślili, raczej się tylko wzorowali na tych, którzy skopiowali z tych, którzy nawet wcale tacy dobrzy nie byli. Jeszcze dwa lata tej mody i zacznę rzygać przy emanujących wrażliwością płytach, kto by pomyślał.

KFB: Teen Dream to przyjemna, nieinwazyjna płyta, której jedynym mankamentem jak dla mnie jest to, że przytłacza swoją monotonią. Właściwie wszystkie kawałki są tu na jedno kopyto, owszem, część z nich przejawia jako-taką chwytliwość, ale znosić to przez prawie godzinę... No, to raczej wątpliwa przyjemność. Niemniej ma momenty ta płyta – "Norway" jest przefajne, "Silver Soul" również, a oba te kawałki przejawiają aspiracje do posiadania czegoś, co można by nazwać "własnym stylem" (aczkolwiek w wymienianie inspiracji w szerszej perspektywie też moglibyśmy się bawić, tylko po co). Generalnie Beach House to całkiem ciekawy projekcik, z którego niepotrzebnie próbuje się robić coś, czym nie jest. To żaden wielki duet, chociaż piosenki miewają fajne i chyba o to tu przede wszystkim chodzi, nie?

Jędrzej Michalak     Kacper Bartosiak     Patryk Mrozek     Borys Dejnarowicz    
15 lutego 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja