RECENZJE

Be Your Own Pet
Get Awkward

2008, Ecstatic Peace 5.8

Ostatnio wszyscy staliśmy się zakładnikami estetyki Animal Collective. Chcemy być psychotyczni, tajemniczy i wizjonerscy. Mało obchodzi nas chleb powszedni. Na drugim biegunie jest Vampire Weekend. Ale już kiedyś klasyk napisał, że fajnie jest udawać. A ta cała spelunka ma na szyldzie wyraźnie napisane wielkimi literami "WYDAJE MI SIĘ". Bardzo przepraszam, ale trzeba być strasznie cienkim siurem, żeby podniecać się VW.

A może naszło mnie tak, bo ostatnio w mniej lub bardziej zawodowych celach musiałem słuchać premier takich tuzów, jak Mars Volta i Lao Che? Jakby nie było poczułem zew ludyczności, witalizmu i trochę prymitywizmu także. I właśnie wtedy wpadł mi w ręce świeży krążek Be Your Own Pet, będący równocześnie drugą płytą Be Your Own Pet. Oceniając w "Machinie" debiut trochę zrzędziłem, że ta ekipa może sprawdzić się na dystansie jednego albumu, ale dalej to, Panie, nie pociągnie. Momenty były, takie "Adventure" choćby, ale ta nierówność...

Dwa lata minęły równie szybko, jak moje wcześniejsze wątpliwości. Get Awkward jest od s/t o klasę lepsze. Po pierwsze równiejsze. Po drugie lepiej wyprodukowane. Po trzecie ma lepsze kompozycje i po czwarte nieporównywalnie bardziej przebojowe refreny. No i nie zatracono dzikości serca, która niewątpliwie była wielkim atutem jedynki.

Czyli co tam słychać, żeby konkret był w końcu? Solidne, punkowe riffy (oj, słuchało się dużo Stooges i Ramones), dużo kontrolowanego chaosu, bezpardonowy kobiecy wokal i potencjał hitowości rodem z sixtiesowej potańcówki. O BYOP mówiło się, że przejmą rząd dusz pierwszegoYeah Yeah Yeahs, opuszczony drastycznie przy Show Your Bones i to niewątpliwie się stanie. Bo o Karen O już mało kto pamięta, a zespół Jeminy Pearl proponuje tak ożywczą, korzennie gitarową, młodzieżową (słowo-klucz) porcję rozwydrzonych kawałków, że aż miło. A 90 % z nich generuje dialogi, jak w Podróży Za Jeden Uśmiech:
- Byczy szlagier!
- Pierwszorzędny

Wracając do samej postaci Jeminy Pearl... She’s hot i koniec gadki. "Sex On My Mind" i "Bitches Leave" krótko mówiąc. A ocena końcowa byłaby wyższa, ale pojawiły się naciski z góry i pacyfikowanie mojego entuzjazmu związanego z Get Awkward. W każdym razie, jak ktoś chce przestać na moment smędzić, może w zamian przypomnieć sobie, jak fajno być gówniarzem!

Marek Fall    
21 marca 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie