RECENZJE

Baxter
Proof (EP)

2009, Mullet 7.4

Fina chyba jeszcze u siebie nie gościliśmy. Willy Baxter przeprowadza kolejny electro-popowy atak z północy i cholera, mimo dostatku takiej muzyki z tej strony świata, tęskniliśmy za czymś tak dobrym, popowym, chwytliwym, modnym, melodyjnym, świetnie skomponowanym i autentycznym. Epitety można mnożyć, tak samo jak cytaty i odniesienia (porównania z Last Exit, przywoływanie Prince'a, Papa Dance, czy Lindstroma), chyba właśnie dlatego nie powinno się tego robić.

Punkt pierwszy: patrzcie, ale mam hiciora! "Proof", choć brzmi modnie, błyszczy się jak diament i zawiera parę świetnych akordów, na pierwszy rzut uchem nie rozwala oryginalnymi beatami, ot pociągnięty oldskulowym r&b electro-pop. Dlaczego więc ośmiesza kolejne fale revivali ejtisów, nu-disco, balearów i tym podobnych? Trzymając się podstaw popowej kompozycji – rozwój, budowanie napięcia, nawarstwianie się, lekkie, ale wciągające zwrotki i zaskakujący ekstatycznie rozmarzony refren. (W "Double Shadow" robili takie rzeczy.)

Punkt drugi: puszczę oko do profesorów. "Plastic Mind" to uczta dla fanów klawiszy. Plamy dźwięków rozlewają się tak, że są w stanie zaskoczyć nawet osłuchane uszy możliwością przestrzennej percepcji. Ciepły bas nie pozwala zapomnieć, że taneczność jest cechą i celem, a nie modnym dodatkiem przeszkadzającym w prowadzeniu kawałka do końca. Tutaj już nie jest tak oczywiście – pojawia się parę hooków, ale na pierwszy plan wychodzi dbałość o brzmienie i wyczucie melodii. Punkt drugi to właśnie okazja do hipsterskiego spełnienia, do tej pory gaszonego przez kręcenie nosem na pozbawione dobrych melodii poszczególne gatunki muzyki tanecznej, bądź ich bezduszność, "suchość", czy odwrotnie: nieskomplikowanie muzyki pop.

Punkt trzeci: ej chwila, ja tu jeszcze co nieco mam. Baxter zaczyna poważną żonglerkę cytatami i stosuje chwyt na parę linii melodycznych w jednym kawałku. Cała fala neo-italowców, grająca na korgach i moogach, nie przyniosła chyba tyle wrażeń, co ta kosmiczna disco "suita". Mój ulubiony moment: dialog smyków z podciętymi klawiszami.

Punkt czwarty: takie smutne piosenki to ja piszę w rękawicach bokserskich. Może być to jego odpowiedź na "When I'm Not Around", co powoduje pokładanie w nim jeszcze większych ilości nadziei. We mnie pozostawia lekkie poczucie niedosytu, bo choć takich piosenek wciąż nagrywa się za mało, a Willy rzuca tu mocnymi lirykami i ładnymi dźwiękami, to jego wokal pierwszy raz trąci plastikiem. Nie ma jednak wątpliwości, że ziom trzyma mnie w garści.

Obstawiam, że spośród wszystkich electro-popowych podjar, naszych i nie tylko, to właśnie z Willym Baxterem utrzymamy kontakt na dłużej. BTW, cwany tytuł.

Kamil Babacz    
18 września 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie