RECENZJE

Battles
Mirrored

2007, Warp 6.0

"I tried to get to you / You treat me like this"

Podśpiewuję sobie pół dnia ten tekst i już chyba wiem, że to w hołdzie płycie Battles. Produkcja to pomysłowa, pełna szlachetnych odwołań i aluzji, obiecująca intelektualną przygodę – ale pomimo sporej ilości przesłuchań miłości do niej kompletnie mi brak. Battles powstało w Nowym Jorku, na Brooklynie, a muzycy wywodzą się z wielu zasłużonych formacji – Don Caballero i Storm & Stress (klawisz i gitarzysta Ian Williams), Helmet, Tomahawk (perkusista John Stanier), Lynx (drugi wioślarz, David Konopka), w końcu avant-multiinstrumentalista Tyondai Braxton. Zespół zaczął od wydania serii bardzo dobrych EP-ek z tytułami-koszmarem mnemotechnicznym (jakieś B, EP C , TRAS itd.) . Hermetyczność Battles, niedopowiedzenie to kwintesencja ich oblicza super duper kultowego kolektywu rozmaitych folkowych świrów, matematyków rocka i prog-nerdów. Nic dziwnego, że wśród blogo-netowej społeczności Mirrored było jednym z najbardziej wyczekiwanych płyt roku.

Zacznę od tego, że najgorszym utworem na płycie jest promujący ją utwór "Atlas". Rozumiem że klip jest cool i że te nacierające bębny niczym u ziomali-Animali są też całkiem spoko, ale poza napieprzaniem w gary – nieprzerwaną kaskadą tom-tomowych triolek i podwyższonym nienaturalnie w wyniku studyjnych manipulacji wokalem nie oferuje ten song absolutnie nic (solidne NUDY). Dobrych momentów jest zdecydowanie więcej. Ocierająca się o pastisz progresywna kawalkada "Ddiamondd" (co chwila przypomina mi się tutaj zespół Magma), hipnotyczne bębnienie i skreczujące gitary w "Tij", rosnące napięcie i rozpędzający się drive "Tonto", muzyka konkretna przechodząca w rozedrgany prog-rockowy amok w "Race Out" czy mini-zabawy z klezmerką w "Rainbow". Bardzo to wszystko miłe, ale mam wrażenie, że zbyt sterylne i akademickie, nawet jeśli Battles chcą by było na luzie i żartobliwe i jeśli patronuje temu jakoś tam Zappa. Niewątpliwa energia tego debiutu wydaje się być w jakiś sposób wypreparowana. W dodatku w feerii temp i pomysłów na urozmaicenie brzmienia płyta staje się mało spójna. Na Mirrored ciężko się do czegokolwiek obiektywnie przyczepić, ale szczerze mówiąc nie mogę powstrzymać się od zapominania o tym krążku tuż po zakończeniu odsłuchu. A że zespół szybko wypracował swój rozpoznawalny styl i choć męczący, przede wszystkim nie jest zrzynką – to należy mu przyznać i w kronikach zapisać.

Piotr Kowalczyk    
24 sierpnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy