RECENZJE

Basement Jaxx
Kish Kash

2003, XL 7.5

Urządzam w tym roku Sylwestra, wiecie. To już jutro. Wskutek przeróżnych perturbacji udało mi się w końcu zgromadzić doborową ekipę, gdyż właściwie nikogo nie zabraknie. (Ok, prawie nikogo. I'm looking at you, Monika.) I jeśli mógłbym nawijać tutaj długo i namiętnie na temat obaw związanych z typowo organizacyjnymi kwestiami, łatwo wydedukować, że o pewną sferę balangi jestem zupełnie spokojny. Albowiem idę o zakład, że pod względem muzyki lepszej imprezy w tym kraju nie będzie. Line-up również zbierze same znakomitości, choć tu można by się trochę poprzyczepiać. (Once again, Monika.) Ale oprawa muzyczna? No fucking way. Cóż, takie nasze hobby. Prócz kilku ponadczasowych killerskich party-zantów z ostatnich lat, polecą najlepsze imprezowe kawałki / płyty z 2003 pewnie. Jak wiecie, 2003 był rokiem tańca w muzyce. Wszyscy bounce'owali zgodnie, niwelując dystans i bagatelizując miejsce w stylistycznym szyku. No i obok Rapture, Soft Pink Truth, Majesticons i wielu innych figuruje na tej liście trzecia płyta pewnego brytyjskiego duetu, celowo chyba edytowana późną jesienią, żeby akurat trafić pod strzechy dyskotekowych bud na Sylwestra. Może się mylę?

Gdy powiem Basement Jaxx, ta rockowo zorientowana część potrząśnie przecząco głowami. Taaak, słyszeliście "Red Alert" i "Jus 1 Kiss" tysiąc razy w radiu. Przyznajcie, ekscytowała was "seksownosć" tych numerów. Okazjonalny porcysowy skryba, redaktor Zakrocki, tak kwitował w 2001 roku Rooty: "dancysexy uncompromising and COMERCIAL :)". Ja sam w 1999 usłyszałem "Red Alert" i nie byłem w stanie za bardzo uwierzyć że można robić taneczną muzykę tak "sexy". "Jus 1 Kiss" perfekcjonował zamierzenie. Stepujący mid-tempo groove odziano w progresję tak słodką i marzycielsko miłosną, że odleciałem. I wciąż, było to cholernie "sexy", w hawajskich brzdękach marimbafonu, w tej beznamiętności śpiewanej linii. "Just one kiss will make it better / Just one kiss and they will be alright", nuci wokal. A teraz: stop. Czy mierziła was monotonia obszerniejszych połaci materiału? Czy omijał was jednostajny, prymitywny, parkietowy sznyt? Czy pragnęliście ujrzeć wielobarwny, eklektyczny album Basement Jaxx z udziałem doborowej stawki gości z sensacyjnie rewelacyjnym młodym garage-raperem, leciwą punk-gotycką divą i byłym boysbandowcem na czele? Kochani, oto wasz czas.

O Kish Kash Krzysiek już się wypowiadał, że go nie kopnęło, i sądzę, iż ma to dość logiczne wytłumaczenie. Bo Kish Kash to propozycja grupy, która zagarnie najmniej "technicznych" odbiorców. Najmniej densowa w dosłownym sensie, niekiedy pogięta i upstrzona podejrzanymi dodatkami, ta płyta może stanowić zaskoczenie dla ortodoksyjnych fanatyków left-fieldu i progresywnego house'u. Jeśli coś takiego w ogóle istnieje, biorąc pod uwagę fakt automatycznej zmiany statusu w przypadku jakichkolwiek urozmaiceń tak ograniczonej formy jaką jest house. Aczkolwiek właśnie Simon Ratcliffe i Felix Buxton są, wespół z Daft Punk i kilkorgiem innych producentów, zdolni przekształcić house w interesujące novum. Kish Kash, znacznie mroczniejsza i "pojebańsza" od swych poprzedniczek, fascynuje z perspektywy wrzucenia do jednego kotła i osobliwego przemieszania różniastych wątków historii muzyki parkietowej. To jakby synteza tego na czym Basement wypłynęli (brytyjskie taneczne brzmienia pod koniec lat 90-tych) z nowymi trendami w rodzaju 2step lub garage UK. Słowem: paradująca, ruchoma, rozbrykana, lecz nadal detaliczna ilustracja obserwowalnej zmiany warty.

To płyta wybitnie europejska, kondensująca ten snobistyczny, salonowy, wyfiokowany "trendy" blichtr dotychczasowych Jaxx z głosem serca, ulicy oraz wdzierających się na balety prawdziwych biedaków. A skoro europejska, to otwiera ją bombowa pieśń w duchu starego woman-disco lat 70-tych "Good Luck", porównana już wielokrotnie do hitów Amerykanki Glorii Gaynor. Haha. Kobiecina owa, tu odgrywana przez niejaką Lisę Kekaulę, bulwersuje się wprawdzie błahymi sprawami, jak odejście faceta, życząc mu "szczęścia w nowym łóżku" i deklarując "dość już tych kłamstw", ale czyni to nad wyraz sugestywnie, rozporządzając mocarnym wokalem, backowanym zadziornymi wstawkami w podkładzie. Umówmy się, to nowoczesne odczytanie tradycji disco wymiata. Dywersyfikację klimatu zapewniają interwencje zaproszonych znajomków. "Round, round, round we go", rozgrzewa sie Dizzee Rascal w hinduskim "Lucky Star", puszczając oko do wtajemniczonych. Obdarzony żeńskim chorusem kawałek drga jak egzotyczna, zredukowana wersja "I Luv You". Absurdalnie mistrzowsko wypada JC Chasez w "Plug It In"! Może nie macie pojęcia że to były członek N'Sync. Widzę że każdy z nich celuje tak wysoko jak Justin i serio, nie mam nic naprzeciw. Wreszcie: Siouxsie Sioux pokazuje mięczakom co to znaczy nowofalowy dance i zaklina hipnotyczną deklamacją w "Cish Cash".

Standardowe wady czepiają się także Kish Kash. Na raz, panowie nie zdążyli zrzucić odpowiednich kilogramów i wkrada się wypełniacz: "Tonight", "Living Room" i trzy niepotrzebne interludia. Na dwa, "Supersonic" jako jedyny przypomina chamskie, trochę banalne klubowe bity obecne w przeszłości. Ponadto, nieunikniony wątek Prince'a. Basement Jaxx są w nim zakochani bez umiaru. Ktoś nawet zarzucił (może i słusznie) zrzynkę w "Right Here's The Spot", a reminiscencje atakują dosłownie co krok. Na szczęście, z wyczuciem i wdziękiem. A w zanadrzu Felix i Simon trzymają swój największy, niedoceniany sekret. Wrażenia estetyczne. Bo jeśli nawet nie chcą pisać swojego "The Most Beautiful Girl In The World", to przynajmniej potrafią wywołać tożsame obrazy w głowie. "If I Ever Recover" rozczula romantycznymi smykami wplecionymi w ambientowe plumkające tło i poszatkowany sztuczny rytm. Closer "Feels Like Home" idealnie roztapia w sosie chill-outowych odprysków nadziei i wizji spełnienia. Przy takich cudeńkach ciężko nie robić głupstw! "Sexy" zamieniło się w "beautiful". Ludzie pytają się co miałem ustawione jako pulpit w ostatnich dniach. A ja im na to, że nic, raptem jakieś dwa owoce. Szkoda że was nie będzie. Elo.

Borys Dejnarowicz    
30 grudnia 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie