RECENZJE

Baptist Generals
No Silver / No Gold

2003, Sub Pop 5.9

Chcąc wczuć się w należycie w klimat No Silver / No Gold należy nastroić wrażliwość własnych odbiorników na częstotliwość znajdującą się w sąsiedztwie Neutral Milk Hotel i Decemberists, ewentualnie dokonując gałką drobnych korekt w kierunku Bright Eyes czy M. Warda. Warto też zwrócić uwagę na okładkę albumu, gdzie delikatnie wykrzywiona buźka berbecia w uzasadnionej obawie spogląda na niepokojąco sraczkowate niebo po którym złowieszczo krążą bojowe helikoptery, niechybnie wypełnione po brzegi szykującymi się do desantu wojakami. Moja rada jest taka – postawcie się w położeniu owego malca. Wtedy wasze serduszko rozmięknie wystarczająco głęboko by po odpaleniu płytki chłonąć jej zawartość "namiętnie tak, jakby świat się zaraz skończyć miał", czy coś takiego.

W ten sposób można się w miarę sprawnie i bezboleśnie przygotować na zetknięcie z No Silver / No Gold, co – będę się upierał – wcale nie jest bagatelą. No, ale jak już się uda, to robi się ciekawie. Sprawnie uciekająca przed niechcianym przymiotnikiem "emo", druga płyta w dorobku Teksańczyków stanowi bowiem udaną próbę włączenia się do licznego (mającego przecież tak zacne tradycje!) grona amerykańskich zespołów kojarzonych z klimatami lo-fi czy neo-psychedelia. W tym miejscu dorzucę jeszcze określenie singer/songwriter, za które Baptist mogą podziękować swojemu liderowi (Chris Flemmons), który wyśpiewując z charyzmą osobiste teksty (także w sensie praw autorskich) zdominował projekt nadając mu charakter dzieła solowego.

Z historii krążka odnotujmy jego wcześniejsze ukazanie się (trochę inny szyk utworów) pod szyldem Munich Records, oraz najważniejsze – specyfikę jego powstawania. Otóż nagrywano go w garażu, na dziś już raczej zabytkowym sprzęcie, oczywiście przy użyciu tradycyjnego instrumentarium ze wskazaniem na prostego akustyka. Tu miała miejsce zabawna (?) sytuacja umieszczona zresztą w formie skitu w finale otwierającego "Ay Distress". Kończącego ową rzewną balladę Flemmonsa zaskakuje zrazu zagadkowy, później jednak dający się rozszyfrować dźwięk komórki, którą to niespodziankę Chris kwituje stekiem przekleństw i próbą rozjebania studia (śmieszne w sumie jak sobie wyobrazimy jakich słów użył na powitanie po odebraniu połączenia).

Mój ulubiony i chyba kluczowy dla zrozumienia krążka fragment rozpoczyna się wraz z szóstym w zestawie "Preservatine", gdzie każdy kto choć raz słyszał In The Aeroplane Over The Sea rozpozna próbę nawiązania do mistrzostwa Jeffa Manguma (pokuszę się nawet o wskazanie "Two-Headed Boy" jako bezpośredniej inspiracji). Potem mamy fajowe "On A Wheel", o którym dopiero co pisał Jędrzej, a następnie nieco microphonesowy "Feds On The Highway" z wymowną wokalizą, która, o czym jeszcze nie powiedziałem, przechodząc momentami w skowyt zwykła zapodawać liryki w formie strumienia świadomości: "...don't hold inside your heart the things that trouble you so what's in your heart turn it inside out and write it in your log of hope...".

Refleksyjny temat podejmuje umierającym, jeszcze rzewniejszym głosem na "Diminished", wspaniale wtórując sobie (a nie mówiłem, że on tu prawie wszystko robi sam!) na gitarze, stosując bicie typowe raczej dla basisty. Poetyckim, nieskrępowanym interpunkcją flowem wyszeptuje tajemnicze: "Close your mouth close your mouth all your dreams though you may want them to be real are going south and you don't know no you don't know how badly you sound like the desperate type of fool who'd take this to the worst type of end where you have nothing left to do so you sit down resolve is gone and your days get longer but they go by much faster and you want them to be real".

Jak mówi sam tytuł – No Silver / No Gold – ale na pewno jakiś nietuzinkowy i szlachetny kamyczek, którego urok ocenimy różnie, zależnie od indywidualnych preferencji, nastroju, samopoczucia i takich tam.

Jacek Kinowski    
13 marca 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja