RECENZJE

Band Of Horses
Everything All The Time

2006, Sub Pop 2.0

Tysiące bardziej utalentowanych grup grających do tej pory po garażach czy u wujków w piwnicy zastanawia się – dlaczego nie my? Skąd ta moda na zespoły, które songwritersko do powiedzenia nie mają prawie NIC. Indie zaczyna przypominać castingi na boysbandy (różnica polega na tym, że zamiast z urodą należy utrafić stylistycznie), a zagadnieniem centralnym staje się wielkie pytanie rezerwowane do tej pory dla uczestników bigbradera i trybików wielkiej pop machiny: "are they gonna make it?". I nie wiadomo czym różnią się bandy, które "made it" od tych, które nie wyszły z kanciapy, bo często doprawdy wyłącznie produkcją.

Band Of Horses wygrali los na loterii – grają americana folk My Morning Jacket z mocnymi naleciałościami czegoś co brzmi jak siódma woda po Interpolu (te świdrujące gitary), czyli zwykłym nu-indie. Fartownie wstrzelili się więc w dwa najmodniejsze obecnie niezal-trendy i mimo kiepskiego materiału zdołali się przebić. I kiedy mówię kiepskiego, I mean kiepskiego. Kompozycje na Everything All The Time, poza openerem, to ilustracja pustki, niemocy, nicości, próżni. Te utwory to dla mnie jałowa ziemia w szczerym polu reklamowanym co najmniej jako hodowla trufli. I motyw jak to płyta zahacza o tematy takie jak śmierć, wow. Wypierdalamy tę planszę!

Dobra, jestem wkurzony panie i ofiarą tyrady pada Bogu ducha winna załoga, wykorzystująca po prostu nadarzającą się okazję i koniunkturę na rynku. To z pewnością fajni kolesie, nie jakieś zarozumiałe dickheady w typie Bono albo Kasabian. Nic do nich nie mam jakby. Natomiast krytycy powinni chyba zidentyfikować jakość piosenek na poziomie twórczści nauczyciela muzyki w podstawówce (u mnie pan Piotr napisał nieśmiertelny przebój "Miłość" z wersami takimi jak "Widziałem w tramwaju / Jak złodziej okradał kobietę / Wszyscy stoją nic nie mówią / I każdy się boi...") i wartość melodii o świeżości spleśniałej imitacji sucharka, chociaż jeszcze bardziej to się odnosi pewnie do hajpu na takie kupy jak I'm From Barcelona. Wiadomo, płyty przereklamowane zawsze były i być muszą. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że obecnie mamy do czynienia z demokratyzacją posunięta do granicy absurdu. Wszystkie zespoły są kurwa równe i liczą na szczęście.


PS: "Nie bójcie się / Niech oni się boją / Ci co zdradzili sny / I przegrali i tak stoją".

Michał Zagroba    
30 listopada 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie