RECENZJE

Band Of Endless Noise
Riders On The Bikes

2005, Post_Post 6.6

Po dwóch wyśmienitych longplejach można chyba ze spokojem oznajmić, że Band Of Endless Noise to najfajniejsza rodzima formacja obracająca się w kręgu szeroko pojętego post-rocka. Już debiutancki self-titled, bardzo wysoko ceniony w środowiskach noise/post/hc/punkowej alternatywy (mowa o klimatach terrowych i pokrewnych), odcinał się wyraźnie od ponuro szarych poczynań słowiańskich spadkobierców estetyki Thrill Jockeya, Touch And Go i minimalu. Oferował nagrania w tym samym stylu, jednak: po pierwsze – o niebo lepsze, po drugie – niekonwencjonalne, bo bliskie duchem poszukiwaniom lubelskiej alternatywy, a w szczególności sceny etno (zresztą płytka nagrana wspólnie z Anną Nacher i Markiem Styczyńskim) i delikatnie sygnalizujące sympatię do kultury tybetańskiej.

Nie wiem czy Riders On The Bikes przewyższa poprzednika, na pewno w przeciwieństwie do Band Of Endless Noise – zaliczającego się do typowych "growerów", gdzie co z początku wydaje się unfocused, po pół roku okazuje się mistrzowską hipnozą – sofomor wchodzi od razu. Więcej tu czystego konkretu, przy tym bez tłumienia ciągot do eksperymentalnego rocka. Mniej już jakby buddyjskiej aury, i nie chodzi tylko o nieobecność Dalejlamy. Mamy zaskakująco obfite tekstury jak na stosunkowo płaskie brzmienie, spore zróżnicowanie środków nie prowadzące jednak do rozhermetyzowania. Drummerzy Tomasz Gadomski i Sylwester Koral ładnie trzymają wszystko w kupie, łącząc ekspresywność z byciem "tight" i nie pozwalając syntezatorowym kleksom rozpływać się w chaosie. Tomasz Brzozowski, trzeci reprezentant sekcji rytmicznej, albo subtelnie ubarwia piosenki tematami o pozytywnym feelu albo wymyśla mocniejszy i "mroczniejszy" groove na potrzeby utworów opartych na repetycji. Na przecięciu ciepłego, miękkiego post-rocka i arytmetycznego wyrachowania spotykają się Sea And Cake i Polvo, jak w prekopowym "Union Of Those Driving Slow", a z drugiej strony "Why Is It (Made Of Glass)?" serwuje mechaniczny trans bardziej w guście Underworld, pokolorowany trochę takimi jakby blipami gitarowymi. Natomiast psychodelii, o której niektórzy przebąkiwali, dostrzegam niewiele raczej.

Michał Zagroba    
23 czerwca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie