RECENZJE

Ballady I Romanse
Ballady I Romanse

2008, Galeria Raster 0.1

W roku bodajże 98 dziadek mojego kolegi wyczytał w jakimś opiniotwórczym tygodniku informację o podziwu godnej inicjatywie. Oto w domu opieki nad osobami upośledzonymi umysłowo zawiązał się zespół muzyczny z ambicją nagrania i wydania długogrającej płyty. Po tym co usłyszałem, wnioskuję, że zamiar ten udało się nareszcie po 10 latach zrealizować i za to z mojej strony ogromne brawa. Chociaż do finalnego rezultatu chciałbym zgłosić pewne zastrzeżenia.

Ale zacznijmy od pozytywów. Czuć, że dziewczyny starały się zagrać różnorodnie. Jest tu avant-popowy drobiazg (pobrzmiewający Lali Puna opener), szczypta późnego Mogwaia / Hooda (chodzi o ten smętny temat z "Toksycznej Pary"), drgająca nowofalowa melodia "Magnetyzmu Serc", w mdławej, gejowej oprawie. Jest ballada noir i surrealizm w postaci "Wyemancypuj Się", a także motywy klezmerskie i szamańskie w "Starości" oraz plemienne w "Warszawie" (handclapy i rytualne okrzyki w refrenie). Kołysanka "Lęk" kojarzy się z przytulnym nuceniem Kasi Nosowskiej, jak w jej pamiętnym guest appearance na Oov Oov. "Okupacja" to stołeczna riposta na Grzegorza Turnaua, a "Pies" na Edytę Geppert, no bo chyba nie Ewę Demarczyk.

Pomimo że, szczytną ideą tej płyty jest rehabilitacja poprzez śpiew i dźwięk, zdarzają się też fragmenty stricte "poetyckie". Mowa o melodeklamacjach, interpretacją jako żywo przypominających odczyt Bruno Schulza na pierwszej płycie Pustek. A propos warstwy lirycznej, duże oklaski dla pań za próby pisania własnych tekstów. Takie wersy jak "Co zostanie z tamtych lat / Może wspomnień brak / Na klatce fajki palimy / Popisujemy się, chwalimy / Coś przeczuwamy, trochę się boimy / Ale ogólnie dobrze się bawimy" mają szansę znaleźć się, obok utworów Marii Peszek, w przygotowywanym przez galerię Raster oraz oficynę Lampa i Iskra Boża tomiku Mleko wykipiało, sztandar wyłopotał. Od neolingwizmu do Miastomanii. Rzeczywistość z perspektywy warszawskiej kawiarni..

Niestety, krążek miejscami niedomaga produkcyjnie. Dziewczyny śpiewają z pewną taką nieśmiałością, jakby nieco przestraszone atmosferą dużego studia i żeby zniwelować to wrażenie ich wokale lądują gdzieś z przodu miksu, co nie zawsze daje najlepsze efekty. No to taki żarcik z mojej strony, jakby co.

Analizując kompozycyjną jakość Ballad I Romansów oraz warsztat wykonawczy sióstr trudno uciec od skojarzeń z dużo starszym projektem Dunina-Wąsowicza o nazwie Meble. Jednak twórczość tamtej środowiskowej formacji nie była nigdy tak naprawdę przeznaczona na normalną sprzedaż, pozostała znana wyłącznie zamkniętej grupie odbiorców. Tutaj mamy do czynienia z czymś na zbliżonym poziomie, ale dodatkowo znacznie bardziej intymnym, ekshibicjonistycznym i puszczonym w oficjalny obieg handlowy. I teraz jak się zastanowiłem... czy ta osobliwość na pewno miała być wydana, czy mimo wszystko zaszła jakaś pomyłka?

Michał Zagroba    
27 grudnia 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja