RECENZJE

Balam Acab
Wander / Wonder

2011, Tri Angle 6.8

"Jutro to dziś, tyle że jutro" – wielokrotnie podczas wiosennych wędrówek po centrum Warszawy zdarzało mi się pomstować na banalność tej maksymy Mrożka, która mając za tło emeryta w trampkach na wielkim reklamowym bannerze irytowała mnie jeszcze bardziej niż dotychczas. Wymyśliłem gdzieś z dziesięć złośliwych parafraz tego sloganu, ale nie będę tu nieudolnie dogryzał legendzie, bo nie czas i miejsce. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, to Alec Koone, niespełna dwudziestoletni młokos ze stanu Utah, na naszych oczach przynosi nam to wyśnione jutro, a przynajmniej jakieś mgliste o nim wyobrażenie. Już na See Birds (EP) dowiódł, że trudno będzie go zamknąć w obrębie jakiejkolwiek znanej dotychczas kategorii. To jeszcze post-dubstep czy już witch house? A może jeszcze coś innego? Ilu słuchaczy, tyle teorii i pewnie nie zmieni się to wraz z pełnowymiarowym debiutem Balam Acab, który nie przynosi zbyt wielu odpowiedzi na najważniejsze kwestie związane z twórczością Koone’a.

Najbardziej naturalnym punktem odniesienia dla Wander / Wonder zdaje się być mimo wszystko tegoroczna EP-ka Holy Other. Obaj ci panowie operują poniekąd podobnymi środkami wyrazu, do których zaliczyłbym przede wszystkim nieco obskurne sample wokalu. Berlińczyk częściej flirtuje z RnB, natomiast Balam Acab zdaje się więcej czerpać z klimatu neurotycznej eteryczności, najpewniej w jakimś sensie spuścizny po bogatym katalogu 4AD. Zresztą jego muzyka wywołuje we mnie całkiem podobne odczucia, głównie za sprawą misternego dopracowania kompozycyjnego. Każdy dźwięk jest tu po to, aby zbudować niepokojącą atmosferę i wpisać się w ogólny klimat całości. I co do tego zastrzeżeń oczywiście być nie może, jednak szczerze mówiąc po Wander / Wonder spodziewałem się mimo wszystko większej różnorodności. Nie słyszę na tym albumie żadnego nowatorstwa, bardziej wyciśnięcie absolutnego maksimum z wcześniej odkrytych patentów. Z tym, że to wszystko jest niezwykle sprawnie zrealizowane, a wyczucie Koone’a miejscami naprawdę wzrusza – jak chociażby w najlepszym moim zdaniem na płycie "Expect", gdzie znienacka w okolicach trzeciej minuty pojawia się idealnie dopełniająca całość partia smyków.

Takich momentów na tym blisko czterdziestominutowym wydawnictwie jest więcej, dlatego wyróżnianie konkretnych utworów trochę mija się z celem – dopiero całościowy seans z debiutem Balam Acab pozwala w pełni docenić zamysł i pomysłowość młodego muzyka. Longplay Koone’a nie jest może pozycją, do której przekonacie się od pierwszego przesłuchania, ale nie mam wątpliwości, że każde kolejne podejście do Wander / Wonder pozwoli wykiełkować głębszemu uczuciu. Wyjdzie chłopak na ludzi, to pewne jak lokata.

Kacper Bartosiak    
31 sierpnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy