RECENZJE

Autre Ne Veut
Autre Ne Veut

2010, Olde English Spelling Bee 6.9

W La Haine, jedynym naprawdę dobrym filmie, jaki udało się nakręcić Mathieu Kassovitzowi, jest pewna specyficzna scena, w której to trójka głównych bohaterów nieco wulgarnie dyskutuje na tematy luźno związane z moralnością w którejś z publicznych toalet. W pewnym momencie z jednej z kabin niespodziewanie wyłania się dziarski staruszek, grany przez Tadka Lokcinskiego, który dzieli się z chłopakami pewną niezwykłą anegdotą. Historia, która w chwili oglądania wydaje się być niczym więcej jak tylko dziwną opowiastką osobliwego staruszka, pod koniec filmu zyskuje kompletnie inny wymiar i zaczyna jawić się jako alegoria życia jako-takiego, doskonale wpisując się w mroczny klimat całego obrazu. Ale dlaczego w ogóle poruszam ten temat w kontekście Autre Ne Veut? Pierwszym czynnikiem uzasadniającym frankofiliski kierunek poszukiwań jest sama nazwa projektu, zainspirowana podobno słowami XV-wiecznego angielskiego księcia, który ten zwrot, oznaczający "nie chcę nikogo innego", umieścił na ozdobnym ornamencie wysłanym swojej francuskiej kochance. Taka jest przynajmniej oficjalna wersja, ale z wrodzonej przekory jakoś nie chce mi się w to wierzyć, bo trochę brakuje w tym wszystkim konkretów. W szerszej perspektywie debiutancki album Autre Ne Veut, niszowego bądź co bądź projektu, kojarzy mi się właśnie z historią nieszczęsnego Grunwalskiego w La Haine, bo bardzo niewdzięcznym zadaniem jest ocenianie tej płyty już teraz. Zdecydowanie wolałbym poczekać do końca (w tym wypadku – roku) i wówczas zobaczyć, czy to wydawnictwo stanowiło przyczynek do czegoś naprawdę fascynującego czy to po prostu niegroźna, osobliwa ciekawostka jakich w tym roku uświadczyliśmy już kilka.

To nieodzowne uczucie rozdarcia będzie mi chyba towarzyszyć przez dłuższy czas, chociaż z drugiej strony kto jak kto, ale akurat Olde English Spelling Bee przyzwyczaili nas swoim tegorocznym katalogiem do takich skojarzeń, więc nie powinienem zbytnio narzekać. Przybliżany dziś Self Titled album to ciekawa propozycja, która odważnie wychodzi poza ograne tegoroczne klimaty, lokując się gdzieś w okolicach półek z napisami lo-fi r'n'b i witch house. Przestrzegałbym jednak przed postrzeganiem tej muzyki jako witch house z prostej przyczyny – za dużo tu popu. Można było przewidzieć taki kierunek rozwoju muzyki Autre mając na uwadze, że najbardziej przebojowy kawałek na tej składance poświęconej Lindsay Lohan jest autorstwa tegoż właśnie projektu, w związku z tym na ich oficjalnym debiucie słychać sporo takich nawiązań. Najbardziej ewidentnym tego przykładem jest chyba najmniej dziwne i najchwytliwsze zarazem "Tell Me", które jedzie na pozornie pokręconych patentach, które w tej całej retro-otoczce sprawdzają się lepiej niż "spoko". Często na płycie gości też duch samego Księcia i jeśli już się pojawia, to w dobrej formie, chociaż osobiście bardziej wolę to oniryczne wcielenie oferowane w "Loveline" od tego płaczliwego z "Wake Up". Innymi charakterystycznymi elementami, które warto wymienić, są lekko 80sowe inklinacje i cokolwiek Mausowy songwriting. Mausowy w tym sensie, że tak mógłby brzmieć John Maus, gdyby zamiast posągu R. Stevie Moore'a trzymał w ogródku figurkę Prince'a, bo piosenki Autre mimo nieco odrębnej stylistyki jadą momentami na bardzo podobnych rozwiązaniach.

Fakt, że data premiery tego albumu zbiegła się z wydaniem debiutu How To Dress Well a także liczne podobieństwa stylistyczne między tymi wykonawcami, będą zapewne prowokować do wielu porównań i nie ma się na nie co bulwersować, tym bardziej, że obie pozycje należy uznać za udane. Autre Ne Veut zdaje się jednak prowokować ciekawsze łańcuchy asocjacji, ale to w dużej mierze kwestia trafienia w gust słuchacza. Jakby nie patrzeć to cieszę się, że duch r'n'b, jakkolwiek poharatany i zmodyfikowany by nie był, zaczyna coraz częściej gościć wśród współczesnych młodych twórców, bo z tej mąki może nam kiedyś wyrosnąć naprawdę piękny bochen. Ale chyba jeszcze nie teraz.

Kacper Bartosiak    
10 września 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja