RECENZJE

Auf Der Maur
Auf Der Maur

2004, Capitol 3.4

Są płyty, których zawartość wietrzeje z główki tak szybko, jak dwie lufki na widok drogówki. Stosunkowo lepiej zapada w pamięć postać autorki materiału, sennego marzenia młodych chłopców-metalowców, prowokacyjnie mrużącej oczy na fotosach po wewnętrznej stronie okładki. Czarne botki na obcasach, o skórzanych cholewach za kolano, czarna mini i perwersyjny gorset, très decoltée, no i ta mleczna cera, kręcone, rude włosy... Kiedyś, w zapadłej dziurze w New Jersey, pracowałem w chłodni ze starym, pogodnym Murzynem, amatorem marchewek. "Gimmie that fire, Freckles! I want yo' red flame to come and burn me, I am a sinner!", zwykł mawiać John. Ale zaraz, skąd naraz ten cały ambaras, z wątkiem pobocznym, dygresyjnością. O co ta recka? Spieszę wyjaśnić: Melissa Auf der Maur grała ostatnio na basie w Smashingach (Pumpkinsach) i podobno jest najlepszą laską alt-rocka. Nie wiem, nie widziałem teledysków. Chociaż, pewnie już wyszły albo wkrótce wyjdą, bo przecież prezesi Capitolu mają dzieci, rodziny, limuzyny i kochanki na utrzymaniu, a sama zawartość debiutanckiego krążka Melissy (skądinąd bardzo poprawna) niestety wystarczająco się nie broni. Sprzedaż leci na pysk; nie trzeba być Watsonem, żeby rozgryźć ten fenomen.

Oh, Melisso! Zaprawdę, sprawnie posługujesz się schematami, brak Ci jednak zmysłu kompozycji wykraczającego poza wprawne rzemiosło. Twój wokal z pewnością sprawdzał się w trzecich chórkach, ale pozostawiony sam na placu boju leży i nie ma siły się podnieść (druzgocący fałsz w "Overpower Thee" sprawił wręcz, że łojezu, błagałem Cię żebyś się już tak nie męczyła i odpuściła również mnie, grzesznikowi). Gimnazjalny liryzm twych wyznań poraża Częstochową: "Real a lie / You're truly mine / I am not kind / Living blind". Girl please find, some better rhymes. W rezultacie Alice In Chains to nie jest – Melissie bliżej już do APC, a zdarzają się jej nawet niepokojące dryfy w stronę szamba w rodzaju Evanescence. Poniekąd, sporadycznie trafia się tu lepszy hook ("Taste You", "Would If I Could"), cóż jednak z tego, skoro męczące, rzygliwe brzmienie zarasta zielskiem całą płytę? Na sesję z Auf Der Maur ucho krytyka musi się wybrać z maczetą (cóż za barokowe sformułowanie sobie pofolgowałem!). Gdy trochę pokarczować krzaczory, znajdziemy tu ciekawsze fragmenty (choćby ładny motyw wyłaniający się z rzeźni w openerze). Ostrze maczety jest jednak obosieczne i w wielu przypadkach odsłania jedynie prowizorycznie zachwaszczoną zabiegami produkcyjnymi pustkę. Czyli równy, czerstwy alt-rock z metalowym skrzywieniem, wcale solidny, obowiązkowo plejada gości i uważajcie na siebie. Jeśli ktoś przy tej energetyzującej jeździe przykima to znaczy tylko, że jest recenzentem.

Tomasz Gwara    
30 września 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie