RECENZJE

Ariana Grande
thank u, next

2019, Republic 6.9

Wojciech Chełmecki: Jako że nie jestem bezwarunkowo zachwycony najnowszą płytą Ariany, przypadła mi niewdzięczna rola hamulcowego tej recenzji, jej czarnego charakteru – oraz wrzodu na optymistycznym redakcyjnym organizmie. Im dłużej jednak o tym myślę, tym mniej mam ochotę na czepialstwo, a na każdą blotkę z talii Thank You, Next zaraz znajduję asa. Wkurzające melodie "NASA" kontrowane są subtelnymi cyfrowymi harmoniami wokalnymi; po czerstwych reggae'ujących dęciakach "Bloodline" i bezpłciowym retropopie "Fake Smile" wchodzi bombastyczne, zakończone skwaszoną codą r&b "Bad Idea"; zbyt zachowawcze "Needy" znajduje z kolei fantastyczną puentę w rozwibrowanej klawiszowej narracji "Make Up". Single to też pół na pół: "Break Up With Your Girlfriend, I'm Bored" komentuje się samo, "Imagine" chwyta zaledwie na papierze, ale już tytułowy z nawiązką spełnia moje wyobrażenia o komercyjnym popie, a "7 Rings" wprowadza instytucję trapowej ballady na zupełnie nowe tory.

No i jest jeszcze "Ghostin", moment prawdziwego objawienia i umowny koniec mainstreamowego popu na ten rok, odbierające mowę świadectwo wzmacniania po tym, co nie zabiło, czyste emocje utkane w krystaliczne melodie oraz miks, do którego złote ręce Maxa Martina i jego wunderpadawana zdołały wpleść takie smaczki jak falujące tekstury z przybitym stemplem Loveless, wielowymiarowe symfoniczne crescendo czy chórki wyrwane z jakiegoś Double Negative. Ale zaraz potem leci "In My Head" i znowu jestem w kropce, bo co ja mam z tym Thank You, Next niby zrobić? Z obliczeń wychodzi mi formalnie spójna, ale nierówna płyta z genialnym przebłyskiem – czyli nie tak źle, jak na początku myślałem, ale nie na tyle dobrze, żeby od razu stawiać na piedestał. I w tym miejscu postawię kropkę: oddaję mikrofon i czekam na roast.

Tomasz Skowyra: A ja serio myślałem, że na tym albumie Ari kompletnie się wyłoży i zaproponuje tylko jakieś "zaprodukowane" szkice bez wyrazu, bo chciałaby pośpiewać o ważnych dla niej sprawach (co oczywiście szanuję i rozumiem) między innymi "związanych ze związkami". Jednak z każdym kolejnym etapem tracklisty czułem, że nie ma tu miejsca na jakieś półśrodki i kolejny album panny Grande kontynuuje to, co rozpoczęło się na chwalonym przez nas Sweetenerze, czyli całkiem odważną przejażdżkę po mainstreamowym popie we własnym stylu. To jest właśnie moim zdaniem największe zwycięstwo Ariany: wykształciła coś tak własnego i różniącego się od sztucznie kreowanych, targanych EDM-em, bezbarwnych postaci w dzisiejszym popie, że nawet gdy słyszę centralnie skrojony pod odsłony na YouTubie "Bloodline" z tym cyrkowym motywem, to zupełnie się nie krzywię. Jasne, nie jest to płyta spełniająca moje wszystkie oczekiwania względem popu pod koniec obecnej dekady (tak samo, jak Sweetener nie był moim zdaniem pozbawiony wad – wypełniacze i nudne skity można tam wciąż znaleźć), ale zadziwiająco wiele dobra potrafię wyłapać w ciągu tych czterdziestu minut.

Są tu oszczędne, staroświeckie ballady, do których Ari ma słabość ("Needy"), są eksperymenty z backing vocalami w "NASA", których raczej próżno szukać w mainstreamie (w każdym segmencie piosenki coś innego?), jest też FLIRT z trapem, który jak dla mnie wychodzi dziewczynie na dobre ("Bad Idea" z future'ową kodą w brutalniejszej wersji i "Break Up With Your Girlfriend, I'm Bored" w bardziej synthpopowej odsłonie – polecam tu prechorusy), no i nawet trochę rapu (usłany na tropikalnym posłaniu "Make Up" z dubowym basem i śpiewami wyjętymi jakby z, ja wiem, późnego Jacko?; posłuchajcie też końcówki "7 Rings" i spróbujcie tak polecieć na bicie). Ale i tak to dopiero końcowy akt odsłania przed nami największe atuty z epicką zjawą "Ghostin" na czele. Jest też stojący trochę w cieniu, ale wymuskany pod względem produkcji, z lekka westowy "In My Head" (mielący wokal sampel) z ciekawym przebiegiem całości (refren jakby był tylko wtrąceniem, a pierwszeństwo mają przedrefreny i mostki) i poznany już w zeszłym roku tytułowy numer, będący nie tylko głośnym w mediach songiem o byłych Ariany, ale dla mnie przede wszystkim świadectwem tego, że filigranowa wokalistka (bez wokalu której nie moglibyśmy mówić o jakimkolwiek sukcesie) jest obecnie postacią numer jeden w mainstreamowym popie. Pozostaje tylko sklecenie plejki "Thank You, Ariana", w której znajdą się tracki z dwóch ostatnich płyt Grande. Chyba się skuszę.

Wojciech Chełmecki     Tomasz Skowyra    
19 lutego 2019
BIEŻĄCE
Octo OctaResonant Body
Cass McCombs"Confidence Man"