RECENZJE

Ariana Grande
My Everything

2014, Republic 6.0

Wystarczył "Problem", by każdy rozumny człowiek miał z Arianą jeden problem mniej. Nie zmienia to faktu, że po My Everything zostało ich wciąż jeszcze 98. Teza zakładająca, że pierwszy singiel zapowiadający ten album to najlepsze, co spotkało mainstreamowy pop od miesięcy, nie jest już chyba specjalnie wywrotowa. Trop z "1 Thing" zaproponowany przez Michała w playu – choć mocno intuicyjny – dziś, "na spokojnie", wydaje mi się rzeczywiście najbliżej celu. "Problem", "1 Thing" czy "Get Right" to przykłady piosenek w jakimś sensie podobnych, a już na pewno niemożliwych do jednoznacznego zaszufladkowania. Nie jest przypadkiem, że odwołujemy się do rozbuchanych produkcji Richa Harrisona, który jak mało kto mało kto potrafił (potrafi?) dodawać jakiś magiczny element, który nawet po latach stawia na równe nogi i poraża trudną do zdefiniowania świeżością.

Niestety, po singlowym wystrzale z armaty Ariana wróciła do pistoletu na kapiszony. "One Last Time"? Nudy straszne, jak zmelanżować pop z chartsów z delikatnym trancem pokazała Alexis Jordan w "Happiness". "Break Free" to z kolei solidne eskowe granie, które kusi wszystkim, tylko nie refrenem, choć w jakimś french touchowym remiksie mogłoby to wszystko zażerać. Za dużo jest też duetów, które nic nie wnoszą (The Weeknd, poważnie?) i piosenek-szkiców, które służą właściwie tylko popisom wokalnym w stylu Mariah. W ogóle ekspresja jest czymś, nad czym 21-latka zdaje się nie mieć jeszcze pełnej kontroli i tym razem zabrakło kogoś, kto umiałby ją trzymać pod tym względem w ryzach jak na debiucie.

Ale nawet tego typu zabiegi nie są w stanie zepsuć "Why Try", który niespodziewanie wyrasta na mój numer dwa w tym zestawie. "Niespodziewanie" biorąc pod uwagę ludzi, którzy za niego odpowiadają, bo w piosenkach stworzonych przez Ryana Teddera z One Republic specjalnie nie gustuję (chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego). W tym przypadku prostymi środkami udało się osiągnąć wiele, a zwrotki oparte na powtórzeniach sprawdzają się naprawdę zjawiskowo, choć tak jak mówię – wielkiej filozofii w tym nie ma. "Break Your Heart Right Back" też jest do pewnego stopnia ciekawe, ale rządzi nim chaos, zresztą ten sampel z Diany Ross jest po prostu zbyt obfity, by nie czuć lekkiego absmaku.

Trudno przesądzić, jaką rolę w powstawaniu My Everything odegrał pośpiech. Niespełna rok wcześniej Ariana wydała debiutanckie LP i choć oba te albumy oceniam na podobnym pułapie, to są to płyty diametralnie od siebie różne. Yours Truly to w zdecydowanej większości klasyczna produkcja Babyface'a, mocno odporna na wszystkie współczesne trendy. Paweł Gzyl z charakterystycznych dla siebie oderwaniem od rzeczywistości twierdzi, że "naczytawszy się negatywnych recenzji piosenkarka postanowiła nie czekać z nagraniem drugiej płyty, ale szybko zatrzeć niedobre wrażenie wywarte przez debiut".Tę wywrotową i niewątpliwie kuszącą z logicznego punktu widzenia teorię obala sam rzut oka na wikipedię, więc nie będę się dalej pastwił nad poczciwym sympatykiem "Glorii Stefan" (swoją drogą ciekawe – może to literówka, a może chodzi o hipotetyczną hybrydę Glorii Estefan z Gwen Stefani?!).

No dobra, ale muszę się jeszcze poznęcać: "Dostosowanie repertuaru do obecnych tendencji w show-biznesie tylko się przysłużyło młodej piosenkarce – bo dzięki temu zyskała aprobatę wśród swych rówieśników." – że co? Przepraszam, to kto nabił ponad 180 milionów wyświetleń "archaicznemu" "The Way" na YT? Pensjonariusze z domów starców? Starsze panie mogą mieć słabość do Maca Millera, ale żeby aż w takiej skali?!

Wracając do My Everything: gdyby wybrać najlepsze piosenki z tego albumu i z debiutu, to mielibyśmy kapitalny, różnorodny longplay na 7.5. Nie ukrywam, że sto razy bardziej wolę Arianę w tak fantastycznie zaaranżowanych, "staromodnych" piosenkach pokroju "Honeymoon Avenue" od wydania na siłę starającego się pokazać różnorodność i nowoczesność. Ogólnie to mam "problem", bo jak tu uczciwie ocenić poprawną całość promowaną przez wybitny singiel? Wyszło jak wyszło i choć to dopiero początek drogi "kieszonkowej MC", to coś mi mówi, że Grande i Zendaya to właśnie te nowe postacie na scenie współczesnego popu, z którymi warto wiązać największe nadzieje.

Kacper Bartosiak    
12 września 2014
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors