RECENZJE

Ariana Grande
Dangerous Woman

2016, Republic 5.9

"Okay, Ariana my lil mama, goodbye to the good girl" − takie zaklęcie wypowiada zmagający się obecnie ze sporymi problemami Lil Wayne w "Let Me Love You". W końcu ponoć Dangerous Woman ma być dla Ariany tym, czym dla Miley było Bangers − a więc definitywnym końcem z miłą, bezbronną dziewczyną, końcem z Cat Valentine; czas wreszcie pokazać, że Grande jest niezależną, znającą swoją wartość, walczącą z seksizmem kobietą. Tytułowy song zaczynają słowa: "Don't need permission / Made my decision to test my limits", więc wszystko faktycznie się zgadza, z nową Arianą nie ma już żartów, zwłaszcza, że jej dodatkową bronią jest wspaniały wokal, którego nie waha się używać (czasami przeginając, ale jednak bez namysłu stawiam "plus dodatni"). Pozostawało więc dobrać do tej treści odpowiednio skrojone piosenki, aby dopełnić calutki masterplan.

Nicki Minaj nie ma wątpliwości i w "Side To Side" wprost oznajmia: "young Ariana run pop", a zdaje się, że nawet pan Zbigniew jest fanem nowego wcielenia 23-letniej gwiazdy. Poza tym na producencko-piosenkopisarskim pokładzie znaleźli się między innymi stały współpracownik Ari, Tommy Brown aka TB Hits, STARY WYJADACZ Max Martin i jeden z najbardziej błyskotliwych songwriterów działających w mainstream popie, Ilya Salmanzadeh. Czy cały ten odważnie skierowany do przodu kurs może zakończyć się inaczej niż sukcesem? Niestety, ale może.

Gdyby follow-up My Everything ukazał się dziesięć lat temu, boleśnie przegrałby walkę z wiodącymi wówczas płytkami komercyjnego popu. Ariana nie miałaby szans (na płaszczyźnie stricte muzycznej oczywiście) ani z Nelly Furtado, ani z Cassie, ani z Jessicą Simpson, ani z Lily Allen, ani z Justinem Timberlakiem, ani z Paris Hilton. Jeszcze mocniej widać to, gdy przypomnimy sobie o singlowych highlightach tej spontanicznie utworzonej grupki (nawet nie zaczynam konfrontacji), a przecież w popie chodzi zwłaszcza o pamiętane przez lata, wyposażone w niemoralnie chwytliwe refreny przeboje, prawda? Akurat kejs Dangerous Woman jest prosty: ponadczasowych hitów brak. Ciężko nawet znaleźć jakąś namiastkę, bo "Be Alright", mimo że fajnie bansuje, jest numerem brzmiącym jakby wypluł go automat − zero zaskoczenia, wszystko jest tu jednowymiarowe i przewidywalne. Niby musicalowy "Greedy" niesie za sobą jakąś przebojową dawkę, ale jeśli mam być szczery, to najbardziej bierze mnie tu siedmiosekundowy prechorus i "para rampam pam pam" w mostku na 2:09. Refren? Płaski i próbujący udawać, że jest niesamowicie nośny. Sorry, nie jest.

Cóż jeszcze się tu dzieje. Dość absurdalnie wypada Future na agresywnym, EDM-owym płacie dźwięku w "Everyday", "Moonlight" i "Leave Me Lonely", dwa bardzo retro-songi, z których wybieram ten pierwszy, bardziej urokliwy czy "ładniejszy", gdzie zdecydowanie mniej nacisku położono na bondowski anturaż i Adele'ową manierę śpiewu. ODZIWO podoba mi się reggae'owy drive "Side To Side" ze zwrotką Nicki i okazuje się, że w kwestii refrenów najlepiej poszło w "Bad Decisions", natomiast końcowy, przesłonięty wręcz ambientowymi obłokami "Thinking About You" przemienia się w może trochę patetyczny, ale jednak miły dla ciała i ducha elektryczny deszcz z nieba. A tak w ogóle to chyba najciekawszy numer "Knew Better / Forever Boy" został tylko bonusem, a skoro tak, to highlightem będzie tu "Into You" z tym pulsującym, drżącym, nieco brudnym wejściem syntezatora na 0:37, kosmiczno-gwiezdnym mostkiem na 2:42, no i w sumie całkiem niegłupim, choć brutalnym chorusem. A ogarniając już całość, wydaje się, że Ariana za dużo chce zrobić naraz: co prawda nie próbuje zaistnieć jako awangardzistka lub eksperymentatorka w obrębie mainstreamowych konwencji, ale zbyt wiele wątków pozostaje tu bez pointy, bo są te stylizacje na staroświeckie standardy, jest szczypta disco musicalu, jest grubiański EDM, są wreszcie reggae'owe podrygi − sporo, a jeśli okaże się przy tym, że dość krucho na odcinku kompozycyjnym (a przecież ekipa była mocna) i brak tu wielkich piosenek, to ciężko rozpływać się nad tylko przyzwoitym Dangerous Woman bezpośrednio kontynuującym poprzedni longplay. No cóż, może dopiero następny krążek będzie odpowiedzią na Bangers?

Tomasz Skowyra    
12 września 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie