RECENZJE

Arcade Fire
Everything Now

2017, Columbia 4.2

Zwyczajowy, internetowy research, odbębniany przeze mnie na potrzeby dłuższych tekstów, w przypadku najnowszego albumu Arcade Fire przyniósł sporo frajdy. Oto kanadyjscy indie pupile właściwie dziewięćdziesięciu procent portali piszących o muzyce ponieśli pierwszą porażkę. Nie jest to może porażka wielkich rozmiarów, bo noty oscylują zwykle mniej więcej w połowie skali, ale po kolejnych płytach zgodnie uznawanych za arcydzieła w końcu coś zgrzytnęło. Dosłownie kilka pism na czele z NME czy Rolling Stone'em dalej idzie w zaparte, ale nie od dziś wiadomo, że tamtejsi recenzenci żyją we własnym wymiarze. Nawet Pitchfork, który parę lat temu hajpował Reflektor na skalę, z którą nie zetknąłem się w żadnym innym przypadku, wysmarował reckę niemal pozbawioną pozytywów, choć i tak wystawił bezpieczne 5.6. Wspomnianej frajdy nie zapewniła mi jedynie spóźniona dokładnie o dziesięć lat pobudka tych portali – najwięcej uciechy przyniósł polski internet, a niekwestionowanym zwycięzcą okazała się recenzja, którą, w trosce i o wasze dobre humory, jak również z uwagi na fakt, że grzechem byłoby wycięcie z niej choćby jednego zdania, zalinkuję tu w całości

Cała ta zjebka jest tym zabawniejsza, że omawiany album jest po prostu materiałowo lepszy od wspomnianego już poprzednika. Reflektor oceniam trochę wyżej niż mój redakcyjny kolega cztery lata temu, ale tam na trzy naprawdę udane utwory, przypadała jeszcze grubo ponad godzina piosenek kiepskich lub tragicznych. W przypadku Everything Now po odliczeniu kilku dobrych numerów, zostaje niewiele ponad pół godziny muzyki w większości przeciętnej, więc progres jest niezaprzeczalny.

Utwór tytułowy, obrzydzony mi pierwotnie dobiegającymi zewsząd porównaniami do ABBY, okazuje się w istocie porządnym stadionowym, pop-rockowym hymnem – koncertowym pewniakiem. Za to dziewiąty w zestawie, "Electric Blue", to z całą pewnością najlepszy numer jaki AF popełnili od "Sprawl II (Mountains Beyond Mountains)". Synth-popowa mozaika zadłużona w ejtisach, napędzana nienaturalnie wysokim wokalem Chassagne, to rzecz o jednym z najwyższych w historii tego zespołu współczynniku zapętlania. Cała reszta to numery, z których można by wyróżnić jedynie pomysły czy skrawki, ale które w ostatecznej formie zawodzą, nie wykorzystując potencjału poszczególnych, ciekawszych motywów. Tak jest choćby z dubowym "Peter Pan", czy ciężkim, syntezatorowym "Creature Comfort". Czuje się, że większa ilość czasu poświęcona na dłubanie w studiu czy inne rozpisanie aranży mogłyby z tych raczej średnich kompozycji uczynić kolejne standout-tracki.

Everything Now jest więc płytą, biorąc pod uwagę ostatni album zespołu, całkiem znośną. Z pewnością nie można Butlerowi i spółce zarzucić artystycznej stagnacji. Wspomniany już utwór tytułowy, "Peter Pan" czy zabawne, biesiadne "Chemistry" penetrują rejony nieobecne w dotychczasowym katalogu Arcade Fire. I właśnie z racji tego, że Kanadyjczycy względnie na każdym kolejnym wydawnictwie próbują grać coś nowego mam dla nich receptę na sukces kolejnego LP. Sto procent moich ulubionych fragmentów dyskografii AF to rzeczy, w których wokalnie udziela się Régine, żeby wspomnieć tylko "In The Backseat" z debiutu, który do dziś darzę sporym sentymentem, czy obecne wyżej "Sprawl II" i "Electric Blue". W powrót do grania z Funeral nie wierzę, więc polecam przed następnym wejściem do studia słuchać sporo Blondie i wysłać Wina na wakacje. Jeśli moje życzenia się potwierdzą, własnoręcznie zreckuję album na jakieś 7.9 i nie omieszkam wspomnieć kto przepowiedział taki scenariusz.

Stanisław Kuczok    
31 sierpnia 2017
BIEŻĄCE
Tłusty Piątek: 22 września 2017
Oneothrix Point NeverGood Time