RECENZJE

Arab Strap
Monday At The Hug & Pint

2003, Chemikal Underground 6.8

Arab Strap zdążyli dotychczas przyzwyczaić słuchaczy do rozkojarzonych, psychodelizujących jamów z zadymionego lokalu. Często wokół jednego, góra kilku tematów basowych lub smyczkowych kręciła się cała podróż, zahaczająca luźno o nowoczesny folk, ale obracająca się głównie w klimatach tytoniowo-alkoholowego oszołomienia. Miło obwieścić, że Monday At The Hug & Pint ukazuje nieco inne oblicze grupy: cholernie mocne kompozycyjnie i bardziej skoncentrowane. Co znamienne, mimo że niewiele się tu rozpływa, trudno zauważyć jakiekolwiek założenia czy pierwotnie obrane pomysły na ogólny charakter płyty (można więc przypuszczać, że takowe nie zostały uprzednio przyjęte). Monday demonstruje sporą różnorodność, większą, niż to miało miejsce w przypadku wcześniejszych wydawnictw Arab Strap, choć z prawdziwym "mieszaniem" albo "genre-hoppingiem" nie mamy na razie do czynienia. Slowcorowy (albo trafniej: sadcorowy) mianownik i folkowe inklinacje zostają zachowane. Arabowie udowadniają jedynie, że także w tym, statycznym wydawałoby się, obrębie stylistycznym zdolny twórca potrafi poobijać się po ścianach różnych konwencji.

W książeczce albumu czytamy: "The Hug & Pint Bar and Club was established in 1995 in Falkirk, Scotland, but has since expanded to a larger venue in the City of Glasgow. Arab Strap would like to thank all the staff at the Hug & Pint for their hospitality and inspiration over the past few years". Przeciwników smętnych pieśni w towarzystwie surowego akompaniamentu pianina pragnę uspokoić – topienie smutków przy whisky i piwie z kufla nie przeradza się w pozbawione walorów lamenty alkoholika zmagającego się z kryzysem wieku średniego, lecz składa się na drobne aranżacyjne perełki. Stonowane zwierzenia Aidana Moffatta wypadają wręcz okazale, przyozdobione w ponure dźwięki akustyka, niewymuszone łkanie smyków, zgrzytliwe, gitarowe mini-wyładowania czy wieczorne zawodzenie saksofonu. Malcolm Middleton czaruje szeroką paletą barw, umieszczając obok siebie brzmienia przytulne, puszyste, pastelowe, ale i chrzęszczące czy metaliczne. Te kolory pasując do siebie idealnie, nigdy nie zlewają się w chaotyczną polewę.

Kameralnym utworom całkiem niezłego The Red Thread, budzącego najsilniejsze skojarzenia z wczesnym Tindersticks, brakowało właśnie tego rodzaju wyrafinowania. Moffatt i Middleton zapędzili się tam w jakieś ciemne kąty, przesadzili z mroczną aurą i tchnęli w atmosferę niemiłosierną ociężałość, robiąc to bez wielkiego natchnienia. Przede wszystkim The Red Thread to typowe hit or miss, gdzie obok najprawdziwszej basowej hipnozy zastajemy przeciągane, wyczerpujące pijackie elegie. Monday At The Hug & Pint przeciwnie – w dużym stopniu zaskakuje konkretem, ponadto unika przejaskrawiania. Gdyby na moim miejscu siedział Jacek Cygan ("fajne!"), z pewnością dostrzegłby w zadumie duetu "prawdę". Wiesz Aidanie, w tym jest pewna prawda i rzeczywiście tę prawdę poczułem. Fajne!

A więc z jednej strony "prawda", z drugiej wyraźne podfryzowanie producenckie z jakim stykamy się na Monday powinno, jeśli nie zakwestionować, to przynajmniej ująć Arab Strap kulturowej wiarygodności. We wkładce zastajemy mapkę rejonów, które tandem darzy prawdopodobnie sentymentem, w szczególności okolice jeziora Loch Leven. Odniesienia narodowe zdarzają się często i są nieraz dość jednoznaczne, na szczęście ci skromni artyści niekoniecznie czują się spadkobiercami Roberta Burnsa, unikając przesytu treściami patriotycznymi. Z pożytkiem dla atrakcyjności albumu chłodna mistyka szkockich wyżyn jednak przebija fragmentami. Nietrudno wyłowić kobziarza (w spódnicy), jak i kilka innych starodawnych melodii rodem z północnych regionów Wysp Brytyjskich. W "Shy Retirer" Moffatt popisuje się nawet swoją zabawną highlanderską gwarą (sorry Tomek), którą, jak relacjonuje koleżanka Sophie, członkowie Arab Strap komunikują się na co dzień.

To chyba dobry moment, żeby ponownie oddać głos panu Jackowi. Fajne!

Michał Zagroba    
27 kwietnia 2004
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"