RECENZJE

AraabMuzik
Electronic Dream

2011, Duke 6.7

Jeśli kojarzycie postać z kolaboracji z Cam'Ronem czy jakimiś innymi raperami, to chwała Wam za to, ale zapomnijcie o tamtych powiązaniach. Dwudziestodwuletni hip-hopowiec z Rhode Island na swoim pierwszym legalu zrobił coś bardzo dziwnego. Chłopak zawiesił w przedpokoju swoje czapki z płaskim daszkiem, złote łańcuchy, bluzy i etos i wszedł do jednej z tych wielkich dyskotek z kisielem w środku (muszę tutaj dodać, że dzień bez dobrego punchline'u znalezionego w internecie, to dzień stracony: Ja używam tylko "kiesielu". Nie twierdzę, że to jedyna poprawna forma. Ale sądzę, że po Twoim wyjaśnieniu, nie można mieć wątpliwości. Widziałam ten kisiel owsiany. Tragedia. Co za smród.). I właśnie tam znalazł części składowe do Electronic Dream.

U podstaw kompozycji legły tutaj obciachowe densy, z których niektóre musicie kojarzyć jeśli czasem wychodzicie z domu. Araab wykroił z nich naprawdę ogromniaste kawałki, po czym wymoczył je w "swojej" muzyce: intensywnych bitach, psychodelii, rozmemłanych strukturach. Po namyśle – pomysł wcale nie jest taki nieoczywisty, bo wiele takich stroboskopowych kompozycji, które pamiętam ze szkolnych dyskotek, budziło we mnie miły niepokój. Araabowi było więc z takimi klimatami nawet po drodze.

Araab bawi się ze swoimi fanami, wystawiając ich momentami na naprawdę ciężkie próby lojalności. Początki "Golden Touch" czy "Lift Off" to jest czysta wiksa. Deklaracja "Fall in love with music, fall in love with dance / Fall in love with anything that makes you want romance" przyprawia o ból zębów. Sęk w tym, że w obrębie króciutkich kompozycji, Araab dodaje od siebie wystarczająco dużo, by diametralnie poschizować kompozycję, odchodząc – choć to proste skojarzenie – w rejony okupowane przez Clams Casino. W ostatecznym rozrachunku to nie jest jakaśtam dyskoteka z brudami, to jest fascynujący mroczny album odważnego muzyka, który – operując na materiale, którym rzesze "poważnych" słuchaczy się brzydzą – potrafi tchnąć w ten materiał nowe, lepsze życie. Ja się nie mogę oderwać, mam wrażenie że sam jeszcze nie wiem jak bardzo Electronic Dream jest dobre.

I oczywiście – jakby to jeszcze nie było jasne – te jedenaście kompozycji to powszechny test ortodoksji. Wątpię, żeby uczestnik sobotniej dyskoteki – na której słyszał te kawałki – przeszedł obok dzieła Araaba obojętnie. Podobnie jak sympatyk jego poprzednich prac, oraz, szerzej, instrumentalnego hip-hopu. Jedynie fanatycy The Sea And Cake pozostaną obojętni.

Filip Kekusz    
21 lipca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy