RECENZJE

Aphex Twin
Collapse (EP)

2018, Warp 7.2

Moi Drodzy, połowa września niesie naprawdę dobre informacje. Otóż okazuje się, że legendarny Richard David James nadal potrafi pozytywnie zaskoczyć. Najnowsze EP autora drukqs stanowi niezaprzeczalny dowód na jego kreatywną witalność, która wyszła zwycięsko z batalii przeciwko zębowi czasu. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, iż Collapse jest najlepszą rzeczą, jaką ten przesympatyczny Irlandczyk popełnił od dziesięciu lat. Niespełna trzydziestominutowy materiał stanowi bowiem prawdziwą bombę kaloryczną dla smakoszy eksplozywnej elektroniki, manifestującą niczym nieskrępowaną radość tworzenia. Przeżywający drugą młodość producent, w pełni wykorzystuje wolność daną przez definitywną pozycję na popkulturowym tronie.

Rakietowe usposobienie kompozycji zmusza do przyjemnych retrospekcji tzw. złotych czasów, lecz nieprzewidywalne, konstrukcyjne zawijasy nie pozwalają tym pomysłom na porośnięcie kurzem. Atakująca ze wszystkich stron polifonia idei, rzuca wyzwanie nawet najlepiej wytrenowanym uszom. Na szczęście ofensywny impresjonizm trzyma w ryzach fachowiec z krwi i kości, więc nie ma tu mowy o choćby delikatnym flircie z chaosem. No, chyba że takim odpowiednio monitorowanym.

Aphex Twin wyciska 200 procent potencjału wybranej formy prezentowania muzyki, przygotowując serię mini-eposów w błyskawicznym sosie. Skromne gabaryty działają na korzyść projektu, kondensując wielowątkowe patenty do formuły serii szybkich strzałów, przytłaczających tempem aranżacyjnych metamorfoz. Patronująca wszystkim utworom beztroska swoboda, zachęca do wyłączenia funkcji świadomego przyjmowania brzmienia i oddania się pulsującemu energią labiryntowi płynnych, nieregularnych treści.

Ten kalejdoskop różnych barw i kształtów zostawia też zaskakująco dużo miejsca na chwytliwe melodie. Ryszard na starość bardzo śmiało odwiedza popowe rejony, dodające syntezatorowo-samplingowej wirtuozerii słodszego smaku. Tupanie nóżką przy Aphexie to oczywiście nic nowego, lecz zdaje się, że obecnie ma ono bardziej priorytetowe znaczenie niż przed laty. No cóż, skoro człowiek spełniony, to może się trochę lekkomyślnie pobawić. Kto Mistrzowi zabroni?

Kinetyczna, niezrównoważona zabawa oferowana przez Collapse napiera setką roztrzęsionych sekwencji, które jednak są przyklejone do wyjątkowo linearnej narracji. Efektowny, maksymalistyczny sznyt dodaje pieprzu widowisku, delikatnie redefiniującemu songwriting Richarda D. Jamesa. Kolejne pokłosie głośnego powrotu zza grobu ustala zasady gry, według których będą pisane następne rozdziały nowej, post-syrowskiej sagi. Kto liczył na godardowską trajektorię kariery, będzie zawiedziony. Ja natomiast się jaram.

Łukasz Krajnik    
1 października 2018
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25