RECENZJE

Anti-Pop Consortium
Arrhythmia

2002, Warp 7.1

Anti-Pop Consortium to trzech Nowojorczyków, których produkcjami już od paru lat zainteresowani są amatorzy niezależnego hip hopu. Dwa lata temu ukazał się ich debiut – bardzo dobry Tragic Epilogue. Z marszu pojawił się w kilku miejscach jako album miesiąca, głównie pewnie za sprawą tego, że brzmiał tak świeżo i pomysłowo. Teraz mamy już następcę, wcale nie gorszą Arrhythmię. Na domiar ciekawego wydał ją Warp – jeden z najlepszych labeli wydających muzę dla młodych ludzi z otwartymi głowami.

Rezultat był łatwy do przewidzenia – trudny do przewidzenia eklektyczno-hopowo-elektroniczny kalejdoskop z rasowym nawijaniem. Spotka was na nim wiele niespodzianek, takich jak np. znalezienie się nagle w amfiteatrze podczas jakiejś biednej opery ("Mega"), rozmowa z bliżej niezidentyfikowanym osobnikiem ("Tron Man Speaks"), koncert miejscowego idola ("Silver Heat"), no i różne takie zabiegi sprawiające, że słucha się tego bardzo wesoło. Album gotuje się od pomysłów wokalno-przestrzenno-samplowych w stopniu, który czasem zmusza do otrząśnięcia się z ich repertuaru i zastanowienia, czy aby słuchamy w tym momencie dobrego kawałka. Tracki nie przekraczają czterech minut i uciekają jak z bicza strzelił. Przy wysłuchiwaniu zalecana jest oczywiście znajomość języka angielskiego, bo panowie w deklamacji tekstów wykazują się podobną inicjatywą i wyobraźnią jak przy tworzeniu podkładów.

El-P, Cannibal Ox, Aesop Rock, Anti-Pop Consortium zaświeciły nam w ostatnim okresie blaskiem czerwonych olbrzymów, czyniąc z hip hopu satysfakcjonującą i inteligentną formę wyrazu. Swoiste dołączenie do środków wyrazu dokonań elektronicznych penetratorów, czy też raczej otwartość i uważność na to, co dzieje się dookoła, pozwoliły na tworzenie świeżych rzeczy pachnących pionierstwem. Arrhythmia jest na pewno oryginalna, charakterystyczna, ma świetne momenty, jednak jako całość można sobie wyobrazić jeszcze lepszy album tych panów. Gdzieś tu czasem ginie flow, nie zawsze jest soczyście i miejscami czegoś brakuje. Takich momentów nie jest zbyt wiele i nie przysłaniają one z pewnością faktu, że APC to myślący i kombinujący w dobrą stronę skład.

Moc ich dokonań na pewno nie przejdzie bez echa. Już dzisiaj numer High Priesta z APC pojawia się na jednej z kompilacji Mille Plateaux, będącej bądź co bądź zarzewiem elektronicznej awangardy. Przenikanie się tych dwóch światów niejednokrotnie da znać jeszcze o sobie w przyszłości.

Chciałbym, żeby ich następcy wyrastali już teraz i dlaczego nie miałoby dziać się to w Polsce, gdzie hip hop zdobywa, a właściwie już zdobył ogromną popularność. Na styku hh i elektroniki powstanie przecież jeszcze z pewnością wiele wybornych produkcji. Niestety szkoda, że obecnie polski hip hop to w lwiej części wiejski gatunek i wszystko wskazuje na to, że pauperyzacja tej muzyki jest w trendzie wznoszącym w naszym kraju. Mimo wszystko, chciałoby się w kontekście świetnych albumów z zagranicy spytać w kierunku rodzimych, otwartych (są tacy?) MCs: Who's next to tha party?

Krzysztof Zakrocki    
16 maja 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie