RECENZJE

Annuals
Be He Me

2006, Ace Fu 6.2

Denerwuje mnie ta płyta. Nie dlatego, że jest słaba czy nudna (bo nie jest). Co ciekawe, nie denerwowała mnie od samego początku. Problem pojawił się, gdy zacząłem szukać w sieci informacji o Annuals. Wcześniej wiedziałem w zasadzie tylko tyle, że oto "narodziło się nowe Arcade Fire łamane na Broken Social Scene łamane na Animal Collective". Spoko, według moich obliczeń to mniej więcej projekt numer 1689 ogłoszony w zeszłym roku nowym Mesjaszem i zbawcą muzyki. Niedługo niektórym niewolnikom hype'u zabraknie miejsca na dysku na te wszystkie przezajebiste płyty, a dla Mesjaszy zabraknie krzyży, ale to już temat na inną rozprawkę. W każdym razie ze znalezionych przeze mnie informacji o Annuals wynika, iż Adam Baker w momencie tworzenia tego krążka miał 19 lat. Tak, to ten sam człowiek od "songs written and arranged by Adam Baker", równocześnie współodpowiedzialny za produkcję i miks. I choć w Annuals gra sześć osób, to nie sposób nie zauważyć, iż to wspomniany młodzian jest motorem napędowym całej operacji. Wiecie, ja mając 19 lat rozpaczałem, że nie jestem o parę wiosen młodszy i nie mogę już spędzać całych dni na kopaniu piły na osiedlowym boisku, a gościu w tym samym wieku nagrał płytę, jakiej wielu starszych kolegów po fachu mogłoby mu pozazdrościć. I jak tu słuchając tego albumu nie denerwować się, iż przypomina on o tym, że życie przecieka nam między palcami, a nie zostawiliśmy jeszcze po sobie żadnego trwałego śladu? Zgadliście: nie lubię Adama Bakera.

Nie lubię go głównie za "trylogię rodzinną", której wszystkie trzy części należą do najbardziej imponujących momentów Be He Me. Najpierw znakomity opener "Brother" w którym spotykają się dwa oblicza Bakera przenikające się zresztą na całym albumie – spokojniejsze, bardziej refleksyjne przywodzące na myśl wyważone fragmenty dokonań Mercury Rev czy Grandaddy oraz ostrzejsze lokujące się blisko korzennych rytmów Animal Colletive. "Mama" wyróżnia się zdecydowanie najpiękniejszą na płycie melodią, a krótki czas trwania tego utworu prawie za każdym razem skłania mnie do wciśnięcia przycisku "repeat". Z kolei w "Father" w przejmujący sposób eksplorowany jest główny temat płyty – śmierć (stąd może liczne porównania do Funeral?). Ten surowo zaaranżowany kawałek to zresztą jeden z nielicznych momentów, co do produkcji którego nie można mieć zastrzeżeń. Album sprawia bowiem wrażenie przeładowanego, za dużo tu niepotrzebnych dźwięków, pisków, głosów wsamplowanych to tu, to tam. Tak jakby Baker nie mając zaufania do swojego songwritingu postanowił go ukryć za licznymi studyjnymi efektami i elektronicznymi wstawkami (jak w zupełnie przekombinowanym closerze) w ten sposób odwracając uwagę słuchaczy od hooków i tekstów. Niesłusznie, bo talent do pisania zostających w pamięci melodii artysta ma, co udowodnił choćby we wspominanym utworze "Mama" czy w "Complete, Or Completing" stanowiącym kolejną udaną wycieczkę w stronę Animal Collective, a nawet Beach Boys.

Do wyjątków należą momenty, w których Baker, jak w końcu przystało na dziewiętnastolatka, nieco się gubi. Zupełnym nieporozumieniem jest na przykład ten fragment "Chase You Off", w którym lider Annuals zamienia się na chwilę w Thoma Yorke'a wyśpiewując z elektronicznym podkładem w backgroundzie kilkukrotnie frazę: "You crazy, old bitch". Choć trwa to kilkanaście sekund, to złe wrażenie pozostaje. Nie przekonuje również połączenie elektronicznych bitów z mocnymi gitarami w "Ida, My", ale to na szczęście najkrótszy kawałek na płycie. O nieudanym closerze już wspominałem, ale warto na chwilę do niego wrócić, by zastanowić się, jaki cel przyświecał muzykom Annuals, gdy w tle postanowili umieścić chór brzmiący jakby wyjęto go z któregoś z "afrykańskich" wydawnictw Paula Simona. Najlepiej więc zapomnieć o ostatnim utworze i zakończyć odsłuch na jedenastce.

Z wystawieniem oceny mam poważny problem, bowiem najlepsze fragmenty prezentują poziom, który uprawniałby do wystawienia noty w okolicach siódemki. Za dużo jednak jest tu drażniących mnie momentów, bym mógł to z pełnym przekonaniem uczynić, a do tego jeszcze dochodzi to nieszczęsne przeprodukowanie materiału. Poza tym przecież nie lubię Bakera. Niech więc będzie 6.2, ale zapamiętajcie nazwę Annuals, bo czuję, że ten młody koleżka i jego kompania mogą nas jeszcze parę razy pozytywnie zaskoczyć.

Tomasz Waśko    
30 marca 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy