RECENZJE

Animal Collective
Water Curses (EP)

2008, Domino 6.7

Wszędzie kopie, kopie kopii, mashupy, łopatologiczne epigoństwo, dojmujące uczucie permanentnego deja vu... Nie, to już było. Niemniej jednak od czasu premiery Strawberry Jam niewiele się w tej kwestii zmieniło, sytuacja świata nadal jest nie do pozazdroszczenia. W przeciwieństwie do losów AC, na punkcie których po wydaniu poprzedniej znakomitej płyty ów świat co najmniej oszalał, efektem czego słowa z początku recenzji odnoszą się teraz do relacji pomiędzy twórczością naszych ulubieńców a współczesną muzyką rozrywkową. Oczywiście zdaję sobie sprawę, ile przesady kryję się w tym stwierdzeniu, mimo to przez wzgląd na irytującą już trochę mnogość odniesień do imponującego dorobku (jak się domyślacie chodzi tu o jakość, a nie ilość) Animal Collective, nie złożę broni i nie wycofam się ukradkiem z powyższych dość odważnych słów. Nie ma co zakłamywać rzeczywistości, dziś prawie każdy przedstawiciel tzw. muzyki niezależnej pragnie w jakiś sposób upodobnić się do Animali, zresztą wcale się nie zdziwię, jeśli niebawem charakterystyczne plemienne bębny usłyszymy także na najnowszej płycie dajmy na to Christiny Aguilery. Nim jednak to nastąpi natkniemy się na setki kolejnych recenzji próbujących odnaleźć, znajdujące swoje odzwierciedlenie w faktach, bądź też nie, wspólne cechy opisywanych tam artystów z rzeczonym bandem. Jakby tego było mało, będziemy też zmuszeni wysłuchiwać smutnych epigonów, jak również gości próbujących wrócić do gry na plecach talentu songwriterskiego AC (patrz Sigur Rós "Gobbledigook"). Koniec z tym fatalizmem, poza tym to miała być poczciwa recenzja, a nie kolejny pretensjonalny, pełen żółci felieton na temat bliżej nieokreślony.

Wbrew temu, co może sugerować powyższy ociekający wodą akapit ja naprawdę słuchałem tej EP-ki i to stosunkowo uważnie. Ostatnio miewam z tym problemy, ale w przypadku Water Curses miałem ułatwione zadanie, bowiem najnowsza propozycja Animali jest nie tylko krótka jak poranna kąpiel, ale także nie schodzi poniżej pewnego, dość wysokiego poziomu. Co prawda niczym rozpieszczony bachor oczekiwałem czegoś jeszcze lepszego. Zwłaszcza, że płyta rozpoczyna się rewelacyjnie; pełen zjawiskowych hooków opener powinien raz na zawsze zamknąć usta sceptykom, którzy podważają zdolności Zwierzaków do pisania świetnych melodii. Tym razem chodzi o wspieraną przez nieziemskie klawisze, popową melodię ukrytą w gąszczu kakofonii. Nie można się wprost oderwać, ani zmieścić w skali (czasami 10.0 to mało, a czasami nie). Po tej eksplozji skumulowanej energii przychodzi trwające już do końca EP-ki wyciszenie, które przebiera jednak różne odcienie. Raz mieni się refleksami wczesnego Aphexa Twina ("Street Flash"), aby później poprzez wykorzystanie minimalistycznego pianina nawiązać do korzeni samych twórców, a konkretnie do materiału nagranego przez nich razem z Vashti Bunyan ("Seal Eyeing").

Zgodnie z sugestią zawartą w tytule EP-ki, należy jeszcze wspomnieć o licznych odniesieniach najnowszego wydawnictwa Animali do wody pod każdą postacią, zarówno w warstwie lirycznej "I want to be like water and slip into your throat / And make you feel alive and good", jak i dźwiękowej. Water Curses momentami sprawia wrażenie płyty zanurzonej w Oceanie Spokojnym, najpewniej w miejscu występowania Wielkiej Rafy Koralowej. Szkoda tylko, że wszystkie zgromadzone tu utwory poza tytułowym, utoną niebawem w odmętach zapomnienia, mojego bądź Waszego.

Wojciech Sawicki    
29 października 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie