RECENZJE

Ango
Another City Now (EP)

2011, LuckyMe 7.2

Przy okazji rozmowy dotyczącej nowego Rustiego, Wojtek zgrabnie scharakteryzował niektóre kawałki na Glass Swords mianem "wysyłania skrawków r'n'b w kosmos". No i proszę, oto po raz kolejny mamy przed sobą Aaliyah i resztę wesołej ekipy. Dopiero co wrócili, tymczasem znów muszą wciskać się w skafandry i zasuwać ponad orbitę, tym razem za sprawą pewnego montrealczyka o pseudonimie Ango. No i co, że Another City Now nie dociera do zaginających czas i przestrzeń osobliwości zdobywanych przez niektóre kawałki z Glass Swords? Gdzie jednak EP-ce Ango udaje się sięgnąć, tam mocno wbija ona w ziemię kanadyjską flagę.

Trzeba wam przede wszystkim wiedzieć, że Another City Now to nie tylko bity – to także wokale i nie mam bynajmniej na myśli featuringów. Ango, do pewnego momentu wyłącznie bitmejker, pozazdrościł Starkey'owi oraz całej przechrzczonej z dnia na dzień reszcie i zwie się teraz dumnie wokalistą. W dziele tym wspiera go, z tego co słyszę, pokaźna liczba efektów, co zresztą trudno w takich wypadkach uznać za odstępstwo od normy. A że nie należę do zaciekłych hejterów studyjnie wygładzanych fałszów, a za signum temporis można uznać w końcu fakt, że Femme Fatale mogłoby równie dobrze być zaśpiewane przeze mnie, przez Britney i przez Nyan Cata (deal with it!), to przechodzę nad małym oszukaństwem Ango do porządku dziennego i stwierdzam, że w nowej roli chłopak odnajduje się całkiem całkiem, nawet jeśli takie "Love Me" częściej leci u mnie w wersji dub, a płaczliwe frazy "Better For You" przejawiają pewne trudności w katalizowaniu mojego entuzjazmu.

Nie jest żadnym przypadkiem, że Ango trafił akurat pod skrzydła LuckyMe – Another City Now zbudowane jest wokół tej samej estetyki, często przy użyciu tych samych środków co produkcje Mike'a Slott'a, HudMo czy ostatnie dokonania Machinedrum. Perspektywa zostaje zachowana, odmienny jest tylko wycinek muzycznej rzeczywistości, którą Kanadyjczyk bierze pod lupę. Mamy więc przede wszystkim wyraźną (choć unikającą dosłowności "I Just Decided"), podkreślaną często przez samego zainteresowanego fascynację Princem. Dalej witają się z nami wszelkiej maści disco-editsy i vocoderowe modern funki, a o głównym źródle inspiracji, czyli nieprzebranej masie r'n'b już była mowa. Wszystko to zaś Ango spaja rytmami brzmiącymi jak Room(s) odchudzone o kilka porządnych kilogramów juke'u.

Chciałem w tym momencie wymienić kilka wisienek na torcie, jakim jest ta EP-ka, ale sprawy mają się tak, że wzajemne proporcje obu składników przyprawiłyby o zgryzoty niejednego cukiernika. Od rozwijającego się w coś na kształt energetycznego theme music "All That You Can Stand" po świetne bębny w "What You Lose" - wszystko stoi na najwyższym poziomie. Kiedy Kanadyjczyk bierze się za nu-discowe samplowanki, jak w "Love Me" czy "Looking For Love" – uderza do właściwych dołków jak Tiger & Woods, kiedy bity zaczynają domagać się funkowego basu – ten niezawodnie przychodzi z odsieczą.

Glass Swords przywołałem już we wstępie, ale warto posłużyć się nim po raz kolejny, skoro stanowi dla Another City Now naturalny punkt odniesienia. W kategorii ostrych jak brzytwa melodii i bangerów Ango otrzymuje z rąk Szkota oczywisty K.O. w pierwszej rundzie, ale to Kanadyjczyk ciekawiej dawkuje napięcie i prowadzi narrację w obrębie swoich kawałków, unikając schematów tak dotkliwych dla GS. Paradoksalnie, mimo że Another City Now jest bardziej poukładane, mniej skłonne do flirtu z wonky niż płyta Rustiego, zaskakuje częściej i milej niż longlplej producenta z Glasgow. Tak to właśnie brzmi jak gołębie krzyczą z uciechy.

Marcin Sonnenberg    
16 listopada 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy