RECENZJE

Andrew Bird
Andrew Bird & The Mysterious Production Of Eggs

2005, Righteous Babe 6.5

Andrew Bird przynudza. Jakkolwiek niesprawiedliwe mogłyby wydawać się te słowa, z uwagi na kipiącą zapałem formę artysty w kształtowania nietypowej, misternej tkanki brzmieniowej, opartej na countrowej surowości, jazzowym flow i smyczkowej psychodelii, tak stwierdzenie to najpełniej ogarnia pewną kreatywną niemoc, z jaką boryka się Bird na swym szóstym już długogrającym krążku. Z wszelkich sił broniąc się przed przynależnością do jednego tylko nurtu singer/songwritingu, syntezując w tym celu najciekawsze wpływy wyrastających z bluesowej dżungli stylistyk, Amerykanin wydaję się stawiać na daleko posuniętą różnorodność w brzmieniu, zapominając często o najważniejszym, czyli dobrych motywach.

Wysoka ocena mówi jednak sama za siebie, a The Mysterious Production Of Eggs nie jest do końca pozbawione znakomitego wnętrza. Artysta stara się jak tylko może, by wciągnąć słuchacza w świat swych inteligentnych, acz pogmatwanych melodeklamacji, czasem zaskoczyć, czasem wstrząsnąć lub wzruszyć. Trzeba przyznać, iż osiąga częściowy sukces w swych zamiarach – tak jak na Greetings From Michigan, szczerość przebija zza każdego wypowiedzianego przez Birda słowa, a znakomite tekściarstwo zaciekawia i przyciąga, by po wnikliwszym ogarnięciu móc odcisnąć choć minimalne piętno na osobistych przemyśleniach.

Przekaz liryczny to jednak nie wszystko, więc od warstwy muzycznej można by oczekiwać podobnego kunsztu. I tu przyswojenie materiału dostarcza niestety mieszanych uczuć. Z jednej strony, stylistyczna koncepcja albumu to istny majstersztyk. Najmodniejsze prądy bez problemu korelują z nie-wiadomo-skąd-wygrzebanymi estetykami: wilcowe alt-country miesza się z instrumentalną głębią spod znaku Talk Talk, podczas gdy jazz-rockowe jamy przenikają cienką ambientową warstwę, brnąc przy okazji w stronę pavementowego lo-fi, skocznego power-popu czy brytyjsko-brzmiącej alternatywy. Ponadto, nad całością wisi niespokojny, folkowy duch kolegi Sufjana. Pozostaje jedynie delikatna kwestia songwritingu – powstrzymując zachwyty i nieuchronnie cofając do zdania pierwszego tejże recenzji.

Bo co z tego, że taki "Fake Palindromes" atakuje wybornym motywem skrzypiec, wspartym intensywną, duszną perkusyjną salwą i niemal shoegazową ścianą gitarowych dźwięków, skoro następujący "Measuring Cups" to prawie trzy minuty czystego wypełniacza? Można argumentować, iż muzyka liryczna doskonale broni się warstwą tekstową, a zwolnienia i przystanki ułatwiają ogarnięcie poetyckiego przekazu; nie zmienia to jednak faktu, iż naprawdę łatwo The Mysterious Production Of Eggs podsumować jednozdaniowo. Andrew Bird przynudza.

Patryk Mrozek    
6 lipca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja