RECENZJE

Amon Tobin
Recorded Live

2004, Ninja Tune 7.2

Mistrz powrócił, chciałoby się powiedzieć. Amon z Teb, czołowa postać z katalogu Ninja Tune (nie czołowa, lider raczej), gwarancja jakości. Ludzie pytają o mój stosunek do muzyki tego faceta. Cóż, gdybym nie był katolikiem, pewnie modliłbym się do swojego egzemplarza Bricolage. Śmiem twierdzić, że w sztuce samplingu nie urodził się jeszcze nikt zdolny mu choćby dorównać. To, co on robi z pojedynczymi dźwiękami średniawych nierzadko kawałków jazzowych, przechodzi wszelakie pojęcie i nigdy nie będzie można powiedzieć o tym wszystkiego, jeśli chodzi o wkraczanie na tereny abstrakcyjne, pozamuzyczne. No bo popatrzmy na moje zestawienie jego dokonań. Bricolage? Klasyk absolutny, dla mnie 10.0 pewnie nawet. Permutation? Nadal tworzy rzeczy wybitne, ale to już było, więc tylko 9.2. Supermodified i Out From Out Where to także sprawy fenomenalne, z pewnością zasługujące na więcej niż 8.0 (ta pierwsza nawet bardziej). A nagrywał wcześniej jako Cujo, równie niesamowicie. No więc co, jeden z artystów wszechczasów? Pewnie nie szczyt, ale coś koło tego: elita.

Niestety, mam obsesję. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że wybaczam, i nawet podziwiam to, co zrobił z jednym z kawałków wszechczasów na swoim, ostatnio wydanym, secie z Melbourne ("Venus In Furs")? Przecież jak on to zrobił. Mocny upgrade perkusji i kawałek w wersji takiej, jaką znamy i kochamy kroczy, a przyciszony w tle, powala przedostający się przez kolejne warstwy talerzy głos Reeda, nie dość że uderzający swoją własną mocą, to jeszcze zdolnościami najsłynniejszego szamana postmodernizmu. I kolejna niespodzianka: "Sittin' Here" Rascala tu jest. I to jak! Diabelnie szybko, z zapierdalającym niesamowicie strumieniem reprezentanta East London. I tymi bitami, futurystycznie masakrującymi. Robienia których tajemnicy nie posiada nikt. Jest jeszcze kolejne cudo, niczym taniec deszczu: płynne przejście (wykurwistego notabene) "Intro" (previously unreleased) w "Chronic Tronic". Dalej "Verbal". A wszyscy wiedzą, jak "Verbal" jedzie, no nie? I oprócz swoich kolosalnych beatów bawi się Amon stylistyką d'n'b, co zawsze cieszy i przynosi moment odprężenia, zwłaszcza jeśli są to tak perfekcyjnie zmiksowane kawałki jak "Higher Rates" Silent Witness & Break. Nawet można zaryzykować stwierdzeniem, że to płyta taneczna (zaryzykować naprawdę, nie tak jak niektórzy "ryzykują").

Dokąd będę pamiętał, nie wybaczę sobie, że wybrałem rok temu jakieś doczesne pierdoły zamiast występu mistrza, raczącego nasz szary jak gołębie gówno kraj pokazem swojej magii. A tu mam ekwiwalent. Niewystarczający, ale jest. Jest znowu muza Amona Tobina. Superzmodyfikowana po raz piąty, choć to tylko set, różne konwencje polane solidnym sosem cyber-fusion.

Mateusz Jędras    
19 października 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja