RECENZJE

Amon Tobin
Out From Out Where

2002, Ninja Tune 8.0

On to znowu zrobił!!! Nie wierzę własnym oczom, uszom i samemu sobie. Myślałem, że Supermodified jest już szczytem jego możliwości, że to kres jego twórczej ścieżki, po nim może już tylko gdzieś skręcić, bo nic lepszego nie wymyśli. On, jakby w nosie miał moje przypuszczenia, skleił znów coś niewiarygodnego, miliony kosmiczno-organiczno-surrealistyczno-szamańskich sampli przekształcając w swój nieosiągalny dla zwykłych śmiertelników orkiestrualny cyber-funk. Amon to jeden z największych sansei naszych czasów.

Silenie się na opowiadanie muzyki zawsze pozostanie tylko sileniem się. W przypadku Amona tym bardziej lepiej sobie odpuścić. Tym, którzy go znają i lubią jego poprzednie płyty, Out From Out Where nie sprawi absolutnie zawodu. Doświadczanie jej, to tak jakby po raz drugi odkrywać Supermodified. Jest to jednocześnie zarzut, jak i komplement. Jak by nie patrzeć – to już było, ale z drugiej strony ta płyta pokazuje, że twórcza formuła tego pana jest rogiem obfitości, wirtualnym kalejdoskopem przenoszącym w inny wymiar. Życzę mu, żeby wydał jeszcze dziesięć podobnych albumów. Tym, którzy go znają i nie lubią, radzę zacząć palić ganję – nie można tracić w życiu takich okazji. A jeśli ktoś go w ogóle nie zna... Usłyszeć Amona, to tak, jak by po raz pierwszy na swój szary świat wylać kolory.

Porównując ją do Supermodified należy wspomnieć, że Out From Out Where jest intensywniejsza i mniej chwytliwa, nie poraża swą czarodziejską przebojowością układu nerwowego (dosłownie!) za pierwszym razem tak, jak robił to mega-album sprzed dwóch lat. Brazylijski król sampli wynagradza to słuchaczowi kipiącą, tłustą, żywiczną atmosferą i artystyczną dojrzałością zahaczającą o swoisty geniusz. Hip-jazzy-classical-breakbeats wciągające jak świat fantasy, gęste, tajemnicze, tętniące życiem jak amazońska puszcza, grywalne jak Quake III i klasyczne jak Maklakiewicz w Hydrozagadce.

Twórcom z Ninja Tune, tworzącym przez lata wizerunek tego labela, łatwo zarzucić brak wyrazistości, charakteru, głębszego sensu, rozpoznawalnej i przekonującej tożsamości, która sprawia, że wraz ze zbliżaniem się terminu ukazania się nowego albumu napięcie na osiedlu, w sejmowych kuluarach, a także w wojewódzkich sejmikach, gminnych remizach, dyskotekowych klubach i kameralnych kafejkach rośnie. Herbaliser, Funki Porcini, Up Bustle And Out, Cinematic Orchestra to z pewnością fajne i niebanalne projekty, ale brakowało im zawsze tego czegoś, magii. Magii, której Tobin powinien nauczać (jeśli tego da się nauczyć). Pod względem siły ognia w Ninja jedynie DJ Food może się z nim równać.

Radzę głęboko wsłuchać się w tę fascynującą muzę. Po to jest robiona. Superzmodyfikowana po raz czwarty.

Krzysztof Zakrocki    
24 października 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie